społeczno-obyczajowa

  • sobota, 22 marca 2014
    • swinging w czasach kryzysu

      "Poletko Pana Boga" to jedna z kultowych amerykańskich powieści – zekranizowany bestseller, którego teatralne adaptacje wciąż są grywane (nie tylko w USA), mimo że powstał w 1933 roku, a jego autora – Erskine'a Caldwella – oskarżano wówczas o rozpowszechnianie pornografii. U nas zaskakująco mało znany – i zaraz napiszę, czy warto nad tym ubolewać ;)

      okładkaGrono bohaterów "Poletka…" jest dość kameralne – ograniczone do rodziny Waldenów i osób blisko z nimi związanych. Głowa rodu, Tay Tay Walden, ogarnięty jest gorączką złota; od piętnastu lat poszukuje żyły na terenie własnej farmy, angażując w te poszukiwania wszystkich jej mieszkańców – synów (Bucka i Shawa), synową (Gryzeldę), córkę (Jill) i parobków (Czarnego Sama i Wuja Feliksa).

      "Na farmie zostało już niewiele ziemi pod uprawę. Piętnaście czy dwadzieścia akrów usianych było dołami głębokimi od dziesięciu do trzydziestu stóp i dwa razy szerszymi. Ze dwadzieścia pięć akrów nowizny wykarczowano na wiosnę pod uprawę bawełny. Gdyby nie to, nie starczyłoby tego roku gruntu do obrabiania dla dwóch czarnych parobków."

      Wkraczamy w życie Waldenów w chwili dość szczególnej – porywają i przetrzymują albinosa, Dave’a Dowsona, w przekonaniu, że posiada nadnaturalne zdolności wykrywania złota (nawet jeśli sam nie zdaje sobie z nich sprawy). Tay Tay jest tak pewien sukcesu, że wzywa do pomocy drugą córkę (Rozamundę) i zięcia (Willa Thompsona) – mieszkających w przyfabrycznym miasteczku i zatrudnionych w niedziałającej obecnie przędzalni (jej właściciele próbują zmusić robotników do pracy po zaniżonych stawkach) – oraz pożycza pieniądze od syna (Jima Leslie), który przed laty wyprowadził się do pobliskiego miasteczka, ożenił z zamożną kobietą i nie utrzymuje z resztą rodziny kontaktów, twierdząc, że się za nich wszystkich wstydzi.

      Od tego momentu farsa zaczyna przechodzić w tragedię…

      karta tarotaMój Tarot wybrał do zobrazowania idei tej powieści 2 Pucharów i – jak zwykle – jest to wybór doskonały ;) Decydującą rolę w tej powieści odgrywają bowiem emocje i uczucia jej bohaterów, a nie sprawy czysto materialne. Spiętrzające się co jakiś czas fale pożądania powodują powstanie konfiguracji wielokątnych (przy takim nasileniu emocji trójkąty to doprawdy za mało!), a związki emocjonalne łączą nie tylko ludzi między sobą, ale także  ludzi i ich miejsca pracy. I nie chodzi tylko o ogarniętego gorączką złota Tay Taya – Will Thompson nie potrafi żyć bez pracy w przędzalni (chociaż doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że bawełniany pył z czasem zniszczy mu płuca) i bardzo źle znosi przymusowe bezrobocie, powtarzając nieustannie, że włączy prąd w fabryce nie oglądając się na decyzje ani zarządzającej nią kompanii, ani (pozostających z nią w sporze) związków zawodowych… Do czego doprowadzi zwycięstwo namiętności nad rozumem? Już napisałam – do tragedii. Autor z jednej strony gloryfikuje postawę bierz co chcesz, a z drugiej okrutnie karze tych bohaterów swojej powieści, którzy kierują się nią w swoim (powieściowym) życiu. Kto chce poznać szczegóły, niech przeczyta książkę ;)

      Dla mnie ta lektura była totalnym zaskoczeniem, bo Erskine Caldwell jest znany jako kronikarz czasów wielkiego kryzysu, wiernie obrazujący nędzne warunki egzystencji niższych warstw społecznych w południowych stanach USA, toteż spodziewałam się rozprawy o tym, jaki wpływ na psychikę ludzi i ich dążenia wywierał tradycyjny "duch Południa" w połączeniu z biedą, a znalazłam znacznie bardziej uniwersalną rozprawę o niszczącej sile namiętności, dla której obraz ówczesnego życia jest tylko tłem. Niestety, nie mam w sobie nic ze swingersa i opisanych przez Caldwella namiętności nie jestem w stanie pojąć, choć doceniam kunszt opisu…

      Odpowiedź na zadane w pierwszym akapicie pytanie brzmi zatem tak: nie ubolewam ani nad tym, że tę książkę przeczytałam, ani nad tym, że Wy jej – prawdopodobnie – nie czytaliście ;)

      Na koniec dodam, że niektóre motywy "Poletka…" nie utraciły – niestety – aktualności: wciąż znajdziemy wokół siebie wielu religijnych obłudników, którzy wszystko, co tylko im pasuje, tłumaczą boską wolą; polityków startujących w wyborach nie po to, by coś pożytecznego zrobić, ale po to, by zapewnić sobie stałe dochody oraz całe mnóstwo ludzi przekonanych, że uczynioną komuś podłość można wytłumaczyć słowami „nie mogłem się powstrzymać”. A uśmiech politowania wywołany wiarą Tay Taya w znalezienie złota na własnej farmie musi zamrzeć na ustach każdego, kto przypomni sobie, ilu ludzi wpłaciło oszczędności swojego życia do Amber Gold.

       

       

      Postscriptum

      Zapomniałam wspomnieć, że bardzo podoba mi się to, iż na drogę do zatracenia popchnął Waldenów Pluto Swint (nieruchawy grubas, zakochany w Jill, startujący w wyborach na szeryfa, żeby nic nie robić i mieć z czego żyć), który powiedział im o albinosie – jego rola nasuwa mi skojarzenia z rajskim wężem, namawiającym Ewę do zjedzenia jabłka i bardzo mnie ta wizja śmieszy (zwłaszcza w połączeniu z wizerunkiem drzewa na 2 Pucharów)…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „swinging w czasach kryzysu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      sobota, 22 marca 2014 17:15
  • poniedziałek, 29 kwietnia 2013
    • Jeeves... i wszystko jasne!

      Wyszukiwarka Ask.com nazywała się kiedyś Ask Jeeves (zapytaj Jeevesa), a Jeeves to niezwykle elokwentny i oczytany kamerdyner, w mig znajdujący rozwiązanie każdego problemu, z jakim musi się zmierzyć jego pracodawca, Bertram Wooster. Obaj są bohaterami humorystycznych powieści i opowiadań Pelhama Grenville'a Wodehouse'a, a ponieważ słyszałam o nich wiele dobrego, to skorzystałam z okazji i wysłuchałam audiobooka "Dziękuję Jeeves!", kiedy tylko nadarzyła się taka okazja (czytaj: natychmiast, kiedy ujrzałam go w cudzej bibliotece).

      Przygodom lekkomyślnego młodzieńca z wyższych sfer oraz jego niezawodnego lokaja P.G. Wodehouse poświęcił 35 opowiadań i 11 powieści, na podstawie których powstały sztuki teatralne, słuchowiska radiowe, komiksy, musicale i filmy (ciekawostka: w jednym z seriali rolę Woostera zagrał Hugh Laurie, a serial ów można obejrzeć na YouTube).

      okładka audiobookaPoczątek "Dziękuję, Jeeves!" trochę mnie zaskoczył, bo już w pierwszym rozdziale Jeeves porzucił służbę u Bertrama Woostera, zniecierpliwiony jego uporem w kwestii koncertowania na banjolele. Okazało się jednak, że zerwanie umowy o pracę nie zerwało stosunków towarzyskich, bo obaj trafili do Chuffnell Regis – Jeeves został służącym barona Chuffnella, a Wooster wynajął od niego mały dworek.

      Bertie znał Chuffy'ego od czasów szkolnych, więc kiedy zauważył jego sentyment do Pauliny Stoker – która, notabene, była kiedyś narzeczoną Woostera – postanowił pomóc mu w podjęciu decyzji o ślubie. Baron Marmaduke Chuffnell nie spieszył się z oświadczynami z powodów finansowych –  jego wybranka była córką milionera, a on odczuwał braki w tej dziedzinie i obawiał się opinii łowcy posagów. Bertram Wooster wymyślił i wcielił w życie plan, który miał skłonić zakochanego do przezwyciężenia oporów, ale – zamiast tego – doprowadził do nieprawdopodobnego zamieszania… I marnie by się to wszystko skończyło, gdyby Jeeves nie interweniował  w najbardziej krytycznych momentach; aczkolwiek łatwość z jaką ów kamerdyner-erudyta sterował swoimi pracodawcami uparcie nasuwała wątpliwość, czy określenie osobisty dżentelmen dżentelmena na pewno odnosi się do niego… ;)

      Kontakt z angielskim, nieco surrealistycznym, poczuciem humoru, połączonym z wnikliwymi obserwacjami psychologicznymi (bez których stworzenie dobrej komedii nie jest możliwe), wprawił mnie w doskonały nastrój. Znacznie gorzej zakończyło się moje zainteresowanie autorem "Dziękuję, Jeeves!"…

      Z przykrością przeczytałam wygooglane przypadkiem informacje o współpracy Pelhama Grenville'a Wodehouse'a z Niemcami w czasie drugiej wojny światowej; i choć brytyjska Służba Bezpieczeństwa (MI5) stwierdziła, że jego działania "nie pomogły wysiłkowi zbrojnemu III Rzeszy", to fakt, że w 1941 roku nagrał dla hitlerowców lekkie i zabawne pogadanki o pobycie w obozie internowania (trafił do obozu w Toszku na Górnym Śląsku i niespecjalnie mu się tam podobało), a następnie mieszkał na ich koszt w paryskim hotelu, nieco schłodził mój entuzjazm do poznawania jego twórczości.  

      Czy fakt, że Brytyjczycy wybaczyli Wodehouse'owi tę "polityczną naiwność" do tego stopnia, że otrzymał od królowej tytuł szlachecki, powinien złagodzić mój absmak…?

      Czy jakość twórczości należy oceniać w oderwaniu od jakości twórcy…?
      (Ciekawe, co powiedziałby Jeeves…? ;))

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 kwietnia 2013 10:05
  • niedziela, 07 października 2012
    • obraz bez analizy

      Powieść "Czuła jest noc" Francisa Scotta Fitzgeralda należy do gatunku, który na własny użytek nazwałam fikcją przedstawiającą; a jeśli komuś to – nieco mylące, przyznaję – określenie nasuwa skojarzenia z fotografią nieprzedstawiającą, to… tym lepiej ;)

      Najprostszym chyba sposobem na otrzymanie fotografii nieprzedstawiającej jest sfotografowanie fragmentu jakiejś większej całości w takim zbliżeniu, żeby nikt nie rozpoznał sfotografowanego obiektu. Najprostszym zaś sposobem na otrzymanie fikcji przedstawiającej jest szczegółowe opisanie jakiegoś zjawiska lub czyjegoś życia (fikcyjnego! – literatura faktu to zupełnie inna sprawa)  i pozbawienie tego opisu przesłania odautorskiego.

      Nie będę was trzymała w niepewności i od razu wyznam, że powieści należące do kategorii fikcja przedstawiająca nie należą do moich ulubionych, bo wychodzę z założenia, że przyglądanie się czyjemuś życiu tylko po to, by mu się przyglądać, mogę uprawiać bez sięgania po książkę – wystarczy, że zogniskuję wzrok na swoim otoczeniu i zamieszkujących je istotach. W lekturach szukam nie tylko opowieści o czymś, ale i opinii autora na temat opisanego zjawiska. Mogę tej opinii nie podzielać, ale chcę ją poznać.

      Jak moja definicja fikcji przedstawiającej ma się do powieści Fitzgeralda?

      okładka książkiMówiąc najkrócej, "Czuła jest noc" to opowieść o rozpadzie małżeństwa Nicole i Dicka Diverów. Fitzgerald wspaniale sportretował swoich bohaterów oraz ich otoczenie – nie tylko miejsca, ale i otaczających ich ludzi – chwilami czułam się tak, jakbym stała gdzieś obok i przyglądała się wszystkiemu z bliska, a może nawet przez lupę ;) Zadbał też o właściwą anatomię fabuły – niechronologiczne przedstawienie kolejnych etapów związku Diverów nie ma zasadniczego znaczenia dla obrazu całości, ale przykuwa uwagę czytelnika i czyni tę opowieść znacznie bardziej zajmującą.

      Po przeczytaniu ostatniej strony wiedziałam wszystko, co trzeba, by odpowiedzieć na pytania, co i jak. Gorzej z odpowiedziami na pytania zaczynające się od słowa dlaczego. Dlaczego zakochali się w sobie? Dlaczego zaczęli się zdradzać?

      Przedstawiona w blurbie opinia, że w ujęciu Fitzgeralda miłość jest losem i tajemnicą – nawet jeśli prawdziwa – jakoś do mnie nie przemawia. Ostatecznie, mogę nawet przyjąć do wiadomości to, że ktoś tak o miłości myśli, ale nie mogę się tym zachwycać. Być może – a nawet na pewno – nie jestem romantyczna, ale jeśli romantyczne są zdrady i alkoholizm, to zdecydowanie wolę romantyczna nie być.

      A do powieści "Czuła jest noc" wrócę jeszcze kiedyś w przyszłości – kontrolnie ;) – by sprawdzić czy czas zmieni coś w moim odbiorze tej powieści…

       

       Powieść "Czuła jest noc" przeczytałam w ramach udziału w wyzwaniu:
      Trójka e-pik
      (klasyka światowa)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 października 2012 20:28

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u