literatura faktu

  • niedziela, 30 września 2012
    • souseda znáš?

      Z badań stosunku Polaków do innych narodów nieodmiennie wynika, że największą sympatią darzymy naszych południowych sąsiadów. Dlaczego tak uparcie lubimy Czechów, chociaż oni tak uparcie tej sympatii nie odwzajemniają? No cóż, odpowiedzi na to pytanie poszukują i socjologowie, i historycy, i dziennikarze, i… całe mnóstwo przedstawicieli innych profesji. Moja sympatia do Czechów wyrosła chyba z uwielbienia do czeskiej kinematografii – zawsze z przyjemnością oglądałam ich komedie i chyba wyobrażałam sobie, że prezentowane w nich poczucie humoru świadczy o niezwykłych przymiotach ich twórców, ze szczególnym uwzględnieniem inteligencji, należącej do tych cech, które wyjątkowo w ludziach cenię (korzystając z okazji, polecam film Petra Zelenki pt. "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie"). Nigdy jednak nie zabrałam się za metodyczne badania nad czeską kulturą czy historią.

      okładka książkiNa szczęście Mariusz Szczygieł zaczął pisać o Czechach i teraz każdy z nas może skonfrontować swoje wyobrażenia nt. naszych południowych sąsiadów z jego obserwacjami.

      Pierwszą książką jego autorstwa, jaką przeczytałam (a dokładniej: wysłuchałam audiobooka) był zbiór reportaży pt. "Zrób sobie raj". Każda z zawartych w nim relacji wydawała się ciekawa, ale całość była przesadnie monotematyczna, bo autor zafiksował się na pytaniu: Jak się pani/panu żyje bez Boga? Nieco rozczarowana, nie śpieszyłam się z lekturą wcześniejszej książki Mariusza Szczygła, zatytułowanej "Gottland". I to był błąd!

      "Gottland" to prawdziwa kopalnia wiedzy o naszych ulubionych sąsiadach.

      W reportażach stanowiących jego części składowe autor niby opowiada nam historie konkretnych ludzi, ale dokonał ich wyboru w taki sposób, że przedstawiając nam ich losy, opisuje jednocześnie dzieje narodu czeskiego od roku 1882 do roku 2003.

      Jak powstała firma obuwnicza Bata i o co (oraz dlaczego) oskarżano jej właścicieli po drugiej wojnie światowej? Jak potoczyły się losy Lidy Baarovej, czeskiej aktorki, która romansowała z Josephem Goebbelsem? Dlaczego komunistyczna Służba Bezpieczeństwa sprokurowała pornograficzne fotomontaże z udziałem znanej artystki, Marty Kubišovej, i jakie były tego skutki? Jak zbudowano i jak zniszczono największy bodaj na świecie pomnik Stalina w Pradze oraz co przydarzyło się jego budowniczym i destruktorom? Kto mógł, a kto nie mógł swobodnie występować na czeskich scenach w czasach komunistycznych? Czy Karel Gott i Helena Vondráčková kolaborowali z komunistami? – Odpowiedzi na te i na wiele innych pytań znajdziesz w "Gottlandzie".

      Opowieści snute przez Mariusza Szczygła są w znakomitej większości tragiczne, ale nie brakuje w nich motywów farsowych i absurdalnego humoru.

      Nie mogłam się od tej lektury oderwać! - Polecam.

       

       "Gottland" przeczytałam w ramach udziału w wyzwaniu:
      Trójka e-pik
      (literatura faktu)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „souseda znáš?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 września 2012 23:48
  • czwartek, 26 kwietnia 2012
    • Gawędy tropiciela śmierci

      O istnieniu miejsc nazywanych trupimi farmami dowiedziałam się dzięki fascynacji serialem "CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas" – w jednym z jego odcinków zabójca podrzucił ciało swojej  ofiary na taką farmę. Niestety, twórcy serialu nie poświęcili temu miejscu zbyt wiele uwagi, więc natychmiast po seansie wygooglowałam sobie informacje o najsłynniejszej z takich farm – Ośrodku Antropologii Sądowej Uniwersytetu Tennessee w Knoxville (USA), założonym przez doktora Williama Bassa.

      Być może coś jest ze mną nie tak, ale istnienie placówki badawczej, w której postępuje się z ludzkimi szczątkami w sposób, który w innych okolicznościach nazwałabym ich bezczeszczeniem, wydało mi się nie tylko uzasadnione i potrzebne, ale wręcz… naturalne. Przypuszczam, że miało to jakiś związek z tą fascynacją, którą wzbudzała we mnie (i nadal wzbudza) praca serialowego zespołu laboratorium kryminalistycznego policji w Las Vegas, rozwiązującego najtrudniejsze zagadki kryminalne z wykorzystaniem najnowszych zdobyczy nauki i technologii.

      Każda wiedza ma swoje źródło, również ta o sposobach określania przyczyn i czasu zgonu człowieka, którego ciało zostało odkryte wiele dni, tygodni, miesięcy lub lat po jego śmierci, kiedy jedynym źródłem informacji może być najtrwalszy z jego elementów – kości. Czy może istnieć bardziej wiarygodne źródło takiej wiedzy niż ośrodek badawczy, w którym zwłoki zanurza się we wodzie, topi w bagnie, zakopuje w ziemi na różnych głębokościach, ukrywa w bagażnikach samochodów, piwnicach lub innych miejscach, a następnie pilnie obserwuje i dokumentuje proces gnicia oraz wszystkie towarzyszące temu zjawiska? I czy kogoś może dziwić fakt, że książka, której narratorem i współautorem jest pomysłodawca pierwszej trupiej farmy, przyciągnęła mnie z siłą porównywalną do tej, z jaką martwe ciała przyciągają plujki pospolite?

      okładka książkiW książce Billa Bassa i Jona Jeffersona "Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie" znalazłam wszystko to, czego oczekiwałam, z wyjątkiem zdjęć obrazujących przebieg doświadczeń przeprowadzanych na Trupiej Farmie. Dowiedziałam się jakie wydarzenia i decyzje – nie tylko zawodowe – doprowadziły do tego, że człowiek, który rozpoczął studia licencjackie z psychologii na Uniwersytecie Wirginii został magistrem antropologii na Uniwersytecie Kentucky, zyskał miano "indiańskiej hieny cmentarnej numer jeden", objął kierownictwo nad Wydziałem Antropologii na Uniwersytecie Tennessee, w pewnym momencie życia postanowił: "(…) będę ścigał samą śmierć" i zwieńczył swoją karierę zawodową stanowiskiem… gospodarza Trupiej Farmy.

      Aby móc skutecznie "(…) tropić śmierć na jej własnym terytorium, badać jej nawyki żywieniowe, obserwować ruchy i zwyczaje" Bill Bass musiał pokonać wiele trudności – nie tylko organizacyjnych i finansowych, ale również tych, które wynikły z przekonania niektórych ludzi o tym, że badania prowadzone w Ośrodku Antropologii Sądowej są nieprzyzwoite i uwłaczają godności ludzkiej. Istnienie podobnych placówek wciąż budzi kontrowersje, ale pionierska praca doktora Bassa i dokonane w jego ośrodku odkrycia "(…) pomogły policjantom i prokuratorom wsadzić za kratki dziesiątki morderców", co sprawiło, że obecnie w USA działają jeszcze cztery inne trupie farmy – szkoda, że w polskim wydaniu książki Bassa i Jeffersona zabrakło informacji na ten temat, bo jej autorzy i autorka wstępu, Patricia Cornwell, powtarzają, że jest to jedyny tego typu ośrodek badawczy na świecie (co oczywiście było prawdą w chwili powstania książki).

      Tym co najbardziej mnie zaskoczyło podczas lektury "Trupiej Farmy..." była jej forma. Nie spodziewałam się, że rozdziały tej książki to tak naprawdę… gawędy. Tematem każdej z nich jest konkretna sprawa – w większości przypadków są to morderstwa – ale główny wątek przeplatany jest dygresjami i wątkami pobocznymi, które niekiedy powtarzają się w różnych rozdziałach.

      Opowieści doktora Bassa, mimo dość swobodnego tonu, zawierają mnóstwo faktów naukowych, głównie z zakresu antropologii i entomologii; tworzą też wyraźny obraz narratora: naukowca-wizjonera zafascynowanego swoją pracą i otwartego na wszelkie związane z nią nowinki, który pozostał pogodnym i kochającym życie człowiekiem pomimo nieustannego obcowania ze śmiercią i wsłuchiwania się w głosy zmarłych. Mnie każda myśl o nim i dziele jego życia, Trupiej Farmie, przypomina słowa, które wygłasza jedna z bohaterek "Eneidy" Wergiliusza: "Powstanie kiedyś z kości naszych mściciel"…

      Bill Bass nie potrafi przywrócić rodzinom ich utraconych bliskich, ofiar przestępstw lub wypadków, ale poświęcił swoje życie temu, by móc dać im prawdę, bo wierzy, że: "Wtedy odzyskają wolność, a gdy skończą już opłakiwać zmarłych, będą mogli zacząć życie na nowo. Taka prawda to najskromniejszy i najświętszy dar, jaki może dać naukowiec".

      Nie czytaj "Trupiej Farmy..." jeśli jesteś antropologiem poszukującym wiedzy akademickiej – ta książka powstała w zupełnie innym celu, choć zawiera słowniczek terminów antropologicznych. Jeśli dopiero zastanawiasz się nad wyborem zawodu, to albo omijaj ją szerokim łukiem, albo… pogódź się z myślą, że po jej przeczytaniu zapragniesz zostać antropologiem sądowym. Jeśli jesteś miłośnikiem kryminałów i/lub interesują cię techniki kryminalistyczne – biegnij do księgarni i spraw sobie tą lekturą przyjemność. Efekt gwarantowany.

      Baza recenzji Syndykatu ZwB

      Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

      

       

      Postscriptum

      A tymczasem na YouTube...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 kwietnia 2012 21:22

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u