eseje, felietony, publicystyka literacka

  • sobota, 07 marca 2015
    • świat jest tak wielki, że wszystko jest szczegółem (albo: mniejsze zmartwienia)

      okładka książki"Nowe lektury nadobowiązkowe" to zbiór krótkich felietonów Wisławy Szymborskiej, które w latach 1997–2002 zostały opublikowane na łamach "Gazety Wyborczej". Każdy z nich powstał po lekturze jakiejś książki, ale nie są to ani recenzje, ani nawet streszczenia, a raczej zapisy skojarzeń i przemyśleń, które dana lektura wywołała. Przy czym warto zaznaczyć, że poetka brała na warsztat (poetycko-prozatorski, oczywiście) nie beletrystykę, a książki, które znacznie rzadziej trafiają do rąk recenzentów – kamieniami węgielnymi jej felietonów są najczęściej leksykony, monografie, książki popularno-naukowe, biografie i poradniki.

      Noblistka publikowała podobne felietony także w innych czasopismach – zapełniono nimi aż pięć tomów "Lektur nadobowiązkowych", których... nie czytałam. A szkoda, bo te, które teraz przeczytałam bardzo mi się spodobały. Po zerknięciu na spis treści nie mogłam uwierzyć, że było ich aż tyle (58!), bo przeczytało mi się je raz dwa. Potem jeszcze kilkakrotnie przejrzałam cały zbiór w tę i we w tę, podczytując tu i ówdzie co smaczniejsze kawałki, a jeden bon mot zamierzam sobie przywłaszczyć. I jeśli ktoś – przy jakiejkolwiek okazji – zapyta mnie, czy ja już naprawdę nie mam większych zmartwień, usłyszy w odpowiedzi: "Naturalnie, że mam większe zmartwienia, ale to jeszcze nie powód, żeby nie mieć mniejszych." ;)

      Według mojego Tarota ideę "Nowych lektur nadobowiązkowych" najlepiej oddaje karta karta TarotaSprawiedliwość, z czym mogę się zgodzić bez oporu; jestem nawet skłonna postulować, żeby stała się ona godłem wszystkich osób wypowiadających się o cudzych dziełach; i jeszcze – żeby każdy zadeklarował, co kładzie na szalach wagi trzymanej przez Justynkę. Aczkolwiek obawiam się, że w moim przypadku byłoby to w głównej mierze... moje osobiste widzimisię ;)

      Proszę zauważyć, że tarotowa personifikacja Sprawiedliwości nie jest – w przeciwieństwie do Temidy – ślepa. A na dodatek w talii, której używam do, powiedzmy, wnikania w głąb omawianych lektur, widoczna na karcie postać dzierży w dłoni pióro zamiast – pojawiającego się w taliach bardziej tradycyjnych – miecza. Proszę to sobie samodzielnie zinterpretować... ;)

      A skoro już mowa o wagach, to zdradzę wam, że jedną z omawianych książek Szymborska faktycznie zważyła – było to tomiszcze o masie półtora kilograma, więc ciekawość noblistki wydaje się uzasadniona, ale... tylko spróbujcie to sobie wyobrazić (i się nie roześmiać)! ;)

      Prawdopodobieństwo tego, że czytaliście omawiane przez poetkę książki jest – jak mniemam – niewielkie, ale i tak z całego serca zachęcam was do sięgnięcia po te felietoniki. Spostrzeżenia ich autorki są niezwykle błyskotliwe i – bardzo często – zabawne, a na dodatek dużo więcej mówią o niej samej niż o czymkolwiek innym.

      Na koniec pragnę pocieszyć literatów, którzy płaczą po nocach z rozpaczy, że Szymborska o żadnym z ich dzieł nie napisała... Proszę państwa, jedynymi książkami, które chcę przeczytać po lekturze "Nowych lektur nadobowiązkowych" są... inne zbiory felietonów tej autorki, a nie omawiane przez nią lektury :) 

       

      Postscriptum

      Tytuł postu to stwierdzenie (obserwacja?) Wisławy Szymborskiej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „świat jest tak wielki, że wszystko jest szczegółem (albo: mniejsze zmartwienia)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      sobota, 07 marca 2015 11:19
  • piątek, 09 marca 2012
    • cudza mania czytania, a taka swojska!

      Po „Ex libris. Wyznania czytelnika” Anne Fadiman sięgałam z pewną rezerwą, bo nazwisko autorki nic mi nie mówiło, książka pochodzi z ubiegłego stulecia (po raz pierwszy wydano ją w 1998 roku), a jej oprawa – choć piękna – robi wrażenie nieco… babciowatej:

      ilustracja do tekstu

      Bardzo szybko od rezerwy przeszłam do entuzjazmu, chociaż moja największa obawa okazała się słuszna – eseistka często wymienia i cytuje książki, których nie tylko nie czytałam, ale nawet nie miałam świadomości ich istnienia. Nie stanowiło to żadnej przeszkody w czerpaniu przyjemności z lektury „Ex librisu”, bo ogrom nawiązań literackich dowodzi, że jego autorka jest znawczynią literatury, a fakt, że zrozumienie tych nawiązań nie wymaga od odbiorcy podobnego oczytania – że jest również mistrzynią słowa. Połączenie tych dwóch zalet sprawiło, że po przeczytaniu każdego spośród osiemnastu opublikowanych w tym zbiorze esejów miałam ochotę pójść z Anne Fadiman na kawę i lody (podobno lubi), by opowiedzieć jej o tym, jak układam książki, jak je traktuję, co trzymam na specjalnej półce, jak reaguję na błędy i literówki przepuszczone przez korektę, czy wolę książki nowe czy używane itede, itepe. A zawojowała mnie całkowicie już pierwszą opowieścią – o tym, jak „po pięciu latach małżeństwa i dochowaniu się dziecka” dojrzeli z mężem „do przejścia na wyższy poziom intymności, czyli do konsolidacji księgozbiorów”, co okazało się przedsięwzięciem niełatwym ze względu na odmienne systemy układania książek (ona preferowała system ogrodu francuskiego, on - angielskiego), a nawet niebezpiecznym, bo doprowadziło do myśli o rozwodzie... ;)

      Wszystkim przedstawiciel(k)om gatunku grzebiuszka biblioteczna dedykuję (ku przestrodze) następujący fragment tego eseju: „(…) znajomi odnajęli na kilka miesięcy swój dom pewnemu dekoratorowi wnętrz. Po powrocie odkryli, że wszystkie książki zostały poprzestawiane według koloru i formatu. Wkrótce potem ów dekorator zginął w wypadku samochodowym. Muszę wyznać, że zebrani przy stole jednomyślnie orzekli, iż sprawiedliwości stało się zadość”.

      A wszystkich żywiących obawy  podobne do tych, które wyraziłam w pierwszym zdaniu tego postu zapewniam, że znajdą w tym zbiorku i rozważania ponadczasowe, i dotykające najaktualniejszej oraz budzącej największe kontrowersje tematyki jak np. tzw. żeńska końcówka (patrz: „Problem Jejgo”, s. 84 ), społeczny status kobiet (patrz: „Prawdziwa kobiecość”, s. 58) czy nawet prawa autorskie (patrz: „Nic nowego pod słońcem”, s. 119).

      Gdybym musiała te eseje opisać jednym słowem, to wybrałabym słowo: błyskotliwe. A ponieważ nikt mi tutaj słów nie reglamentuje, to dodam jeszcze kilka określeń: napisane ze swadą i zacięciem erudycyjnym, dowcipne, mądre, generujące nastrój radości, ciepłe, wzmacniające zapał czytelniczy…

      Zamiast jednak o nich pisać, mocą władzy, którą sobie niniejszym uzurpuję, ogłaszam "Ex libris. Wyznania czytelnika" Anne Fadiman lekturą obowiązkową dla każdego mola książkowego!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „cudza mania czytania, a taka swojska!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      piątek, 09 marca 2012 23:53

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u