romans

  • piątek, 08 lutego 2013
    • nie taka teściowa straszna, jak ją (w tytule) malują

      Jeśli należycie do tych, którzy czytają wyłącznie książki "z aspiracjami", to dzisiejszy wpis omińcie szerokim łukiem. Dzisiaj opowiadam o wrażeniach z lektury powieści, której jedyną (jak mniemam) aspiracją jest dostarczenie czytelnikowi rozrywki.

      okładka książki"Teściową oddam od zaraz" Małgorzaty J. Kursy to romans z wątkiem kryminalnym, który wydawca klasyfikuje jako powieść obyczajową, a portale literackie umieszczają w kategorii polska literatura współczesna. Wątek kryminalny obejmuje kradzieże, przemyt, nieumyślne spowodowanie śmierci i morderstwo, a romansują prokurator i kuzynka osób zamieszanych w czyny karalne. Pozostałymi bohaterami (a nie ma ich zbyt wielu) są znajomi i bliscy zakochanych oraz przestępców, w znakomitej większości trwający w trwałych i szczęśliwych związkach małżeńskich. Wszyscy są połączeni więzami towarzysko-rodzinno-zawodowymi – o tyle dziwnymi, że np. nie znają się żona i przyjaciel jednego z bohaterów.

      Zamknięcie wszystkich wątków w tak wąskim gronie osób czyni tę opowieść mało prawdopodobną, ale konwencja komediowa znakomicie uzasadnia taki zabieg. Największe zaś brawa należą się autorce za to, że stworzone przez nią postaci są wiarygodne psychologicznie, choć niektóre ich cechy zostały nieco przerysowane, co – znów – jest zgodne z konwencją komedii.

      Podejrzewam, że jedynym, co "Teściową oddam od zaraz" może wnieść w życie czytelnika, jest odrobina radości, ale wśród powieści zaliczających się do kategorii czytadło humorystyczne stanowi jednak pewną jakość i idealnie pasuje do niej zdanie-wytrych powtarzane chętnie przez wielu autorów (para)recenzji: Czyta się lekko, łatwo i przyjemnie ;)

       

      Postscriptum

      Odpowiedzialność za to, że przeczytałam tę powieść ponosi polonisty, która pisała o niej tak/tam ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „nie taka teściowa straszna, jak ją (w tytule) malują”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      piątek, 08 lutego 2013 22:47
  • piątek, 30 września 2011
    • marysuizm w dawce niebezpiecznej

      James Patterson jest znany głównie jako twórca thrillerów i powieści kryminalnych (jest m.in. autorem cyklu powieści o czarnoskórym policjancie i psychologu, Alexie Crossie), ale popełnił też kilka romansów, z których jeden jakiś czas temu przeczytałam. A że było to doświadczenie z gatunku bolesnych, to nie śpieszyłam się z jego opisywaniem… ;-)

      ilustracja do tekstu„Pamiętnik pisany miłością” jest tak infantylny, tak przewidywalny i tak… harlequinowaty, że fakt przeczytania go od deski do deski można obwieszczać tylko z rumieńcem na obliczu. Co niniejszym czynię.

      Powieść zaczyna się następująco:  Katie Wilkinson poznała idealnego mężczyznę, Matta i - uwaga, cytat - „Od razu coś między nimi zaiskrzyło, i to mocno. A już po kilku tygodniach wybuchła miłość...” Po upływie jedenastu miesięcy Katie spodziewała się oświadczyn, ale wtedy, znienacka - w dniu, w którym chciała powiedzieć Mattowi, że jest w ciąży - została porzucona.

      Następnego dnia znalazła pod drzwiami przesyłkę od Matta. Paczka zawierała zeszyt zatytułowany „Dziennik Suzanne dla Nicholasa” oraz list, w którym Matt prosił ją o przeczytanie tego dziennika  - miało jej to pomóc w zrozumieniu motywów jego postępowania.
      Katie wiedziała, że Matt był kiedyś mężem kobiety o imieniu Suzanne - choć zawsze unikał rozmów na ten temat - więc natychmiast przystąpiła do lektury i już z pierwszej notatki dowiedziała się, że ma przed sobą historię Suzanne i Matta, spisaną dla ich nowo narodzonego syna, Nicholasa.
      A zasadnicza część opowieści Suzanne zaczyna się od… zawału, który autorka pamiętnika przeżyła w wieku trzydziestu pięciu lat oraz operacji wszczepienia bajpasów, po której przewartościowała swoje życie.

      Od tego momentu niemal wszystko jest jasne, ale Katie jeszcze długo „nie wie”, czy Matt nie okaże się łajdakiem, który kłamliwie przysięgał, że nie jest już żonaty, a w rzeczywistości prowadził podwójne życie.

      Wgłębianie się w fabułę „Pamiętnika…” nie ma sensu - dość powiedzieć, że pisząc go Patterson uczciwie zapracował sobie na miano suethora: redaktorka renomowanego nowojorskiego wydawnictwa w każdą niedzielę prowadzi lekcje religii dla przedszkolaków, malarz pokojowy jest genialnym poetą, wszyscy mają cudownych rodziców (taki np. pastor nie ma nic przeciwko temu, że jego niezamężna córka jest w ciąży), sąsiadów i lekarzy, a dwumiesięczny niemowlak sam sobie trzyma butelkę…

      Zachwytów nad tą powieścią (w sieci jest ich mrowie) zrozumieć nie potrafię i nawet nie będę próbowała. Dodam tylko, że większość zachwyconych uznała za odkrywcze stwierdzenie:
      "Wyobraź sobie, że życie polega na żonglowaniu pięcioma piłkami. Ich nazwy to praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i prawość. Wszystkie udaje ci się utrzymywać w powietrzu. Ale pewnego dnia wreszcie do ciebie dociera, że praca jest gumową piłką. Jeżeli ja upuścisz, odbije się i wróci. Pozostałe cztery piłki - rodzina, zdrowie, przyjaciele, prawość - to szklane kule. Jeśli się którąś upuści, może się obić, wyszczerbić lub nawet roztrzaskać."

      No cóż, de gustibus non est disputandum.

       


      UWAGA! Dalej są smoki…

      …znaczy się, UWAGA! SPOILER!


       

      Frapuje mnie tylko jedno - dlaczego nikogo nie szokuje, że Matt pozwolił komuś przeczytać dziennik, który jego żona napisała TYLKO dla ich syna?

      Wiem, że prawnym następstwem śmierci jest m.in. wygaśnięcie ochrony dóbr osobistych zmarłego, ale od osoby najbliższej można chyba wymagać więcej troski i lojalności niż gwarantowane prawnie minimum?

       

       

      Postscriptum

      Mam w głębokim niepoważaniu osobistego sekretarza pewnej ważnej osobistości, który nie spełnił prośby o spalenie notatek tej osobistości po jej śmierci. I nie ma to nic wspólnego z faktem, że mało mnie te notatki interesują.

      Szanuję natomiast siostrę Jane Austen, Cassandrę, która spaliła część listów, by zachować w tajemnicy to, co Jane chciała ukryć. I nie ma to nic w spólnego z faktem, że bardzo, bardzo, bardzo chciałabym wiedzieć, jakie informacje zawierały spalone listy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „marysuizm w dawce niebezpiecznej”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      piątek, 30 września 2011 23:37

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u