Wpisy

  • sobota, 03 stycznia 2015
    • 2014 - rok, za którym nie zatęsknię...

      Zbiór moich ubiegłorocznych lektur zawiera 107 elementów, a ich strukturę obrazuje poniższa tabela:

      Książki fabularne Książki niefabularne Komiksy
      przeczytane wysłuchane
      przeczytane wysłuchane
      przeczytane i obejrzane
      44 35 21 5 2

      Dotrzymałam postanowienia dotyczącego częstszego czytania własnych książek – przeczytałam 20 półkowniczek (miało ich być co najmniej 12) – całkowicie natomiast dałam ciała w kwestii spisywania swoich wrażeń polekturowych. Zrecenzowałam 12 książek, co w obliczu planowanych 52 wygląda śmiesznie (albo żałośnie).

      Na rok 2015 miałam zamiar zadeklarować 26 wpisów (co – pomimo wcześniejszych niepowodzeń – wydaje się pozostawać w zasięgu moich możliwości), ale nie spodobało mi się takie spuszczanie z tonu, więc postanowienie o 52 opiniach pozostaje w mocy. Aż do skutku! ;)

      Houston, mamy problem – spośród przeczytanych w ubiegłym roku książek nie jestem w stanie wybrać tej najlepszej! Przeglądałam spis lektur z roku 2014 wte i we wte i przy żadnej pozycji mój wewnętrzny głos nie krzyknął: to ta! Wymienię więc kilka tych, które z jakiegoś powodu najbardziej rezonują z moją wrażliwością, filozofią życiową albo potrzebą bycia zaskakiwaną (kolejność przypadkowa):

      "Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn – bo zawiera najlepsze twisty fabularne ever!

      "Ości" Ignacego Karpowicza – bo to idealny mix komedii i tragedii (no i trochę dlatego, że istnieje duże ryzyko, iż po tegorocznej aferze z udziałem autora już nigdy nie spojrzę na jego twórczość tak, jak dotychczas...).

      "Okrucieństwo" Thomasa Eriksona – bo to kryminał tak głęboki psychologicznie, że chwilami miałam wrażenie, że tonę...

      "419. Wielki przekręt" Willa Fergusona – bo ostatecznie i nieodwołalnie przekonała mnie, że zemstę lepiej pozostawić Sile Wyższej.

      "Fotografia jako sztuka współczesna" Charlotte Cotton – bo uświadomiła mi, jak niewiele dostrzegam na oglądanych zdjęciach (i jeszcze ze względu na link do strony thedailynice.com, na której Jason Evans codziennie publikuje fotografię czegoś, co wprawiło go w dobry nastrój).

      "Do roboty!" Stevena Pressfielda – bo skutecznie podładowała bateryjki mojego Uporu Do Walki Z Oporem (i to nie tylko takim, o jakim opowiada).

       

      Rok 2014 zakończmy... supełkiem:

      kotek

      i niech 2015 pokaże na co dobrego (bo trochę... ekhm... potrzebuję odmiany) go stać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „2014 - rok, za którym nie zatęsknię...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      sobota, 03 stycznia 2015 19:00
  • piątek, 02 stycznia 2015
  • niedziela, 28 grudnia 2014
    • rynsztoki globalnej wioski

      Znakomita większość ludzi poproszonych o wyobrażenie sobie niewolnika pomyśli o Afrykańczyku uwięzionym na amerykańskiej farmie w czasach poprzedzających wojnę secesyjną, choć istnieją statystyki pozwalające domniemywać, że to teraz, w XXI wieku, liczebność osób wykorzystywanych do pracy niewolniczej jest wyższa niż kiedykolwiek. Handel ludźmi kwitnie, a jego ofiary często same zgłaszają się do nieuczciwych werbowników, przytłoczone biedą, bezrobociem i brakiem perspektyw. Kobiety zwabione obietnicą pracy za granicą bywają przymuszane do prostytucji, a mężczyźni – zamykani w obozach i zmuszani do ciężkiej harówki bez wynagrodzenia.

      Organy ścigania wszystkich państw oraz wiele różnych organizacji zajmuje się walką z tym procederem, jednak jedynym stuprocentowo pewnym sposobem na jego zlikwidowanie wydaje mi się zmiana postaw konsumentów. Jeżeli my, zwykli ludzie, będziemy zwracali uwagę na to, czy nasze zakupowe wybory są etyczne; jeżeli zawsze będziemy żądali informacji o producentach i o warunkach w jakich powstają oferowane przez nich produkty, to wykorzystywanie pracy niewolniczej przestanie się opłacać. Oczywiście, konieczność przemyślenia swojego postępowania dotyczy również mężczyzn korzystających z usług prostytutek...

      okładka książki

      Tylko konsumenci posiadający wiedzę o zagrożeniach płynących z handlu żywym towarem i uwrażliwieni na krzywdę osób wykorzystywanych do pracy niewolniczej mogą zmienić swoje postawy, więc ucieszyłam się, kiedy usłyszałam o powieści Tove Alsterdal "Kobiety na plaży", reklamowanej jako "trzymająca w napięciu historia o ciemnej stronie globalizacji: przemycie uchodźców, nielegalnej imigracji i współczesnym niewolnictwie". Moja radość wzrosła po lekturze, bo okazało się, że ta książka jest – mówiąc najprościej – dobra, co zwiększa szanse na to, że trafi do szerokiego grona odbiorców i poruszy wiele sumień.

      Snuta przez Tove Alsterdal opowieść intryguje już od pierwszej sceny, której sens odkrywamy dopiero po jakimś czasie – nielegalna imigrantka wychodzi z wody na najbardziej wysuniętej na południe hiszpańskiej plaży, znajdującej się zaledwie o 20 kilometrów od wybrzeża Afryki (i w zupełnie innym świecie). W scenie drugiej szwedzka nastolatka budzi się na tej samej plaży i okrywa, że przystojniak, z którym niedawno uprawiała seks, ulotnił się z jej pieniędzmi i paszportem; a jakby tego było mało – znajduje nagie zwłoki czarnoskórego mężczyzny.

      Karta TarotaJako trzecia pojawia się Ally Cornwall, główna bohaterka tej historii, scenografka w jednym z nowojorskich teatrów, zaniepokojona brakiem kontaktu z mężem, zbierającym materiały do artykułu o ludziach czerpiących korzyści z handlu żywym towarem i współczesnych formach niewolnictwa. Patrick Cornwall jest ambitnym i zaangażowanym dziennikarzem, któremu już wcześniej zdarzało się zatracić w pracy, ale tym razem Ally czuje, że jest inaczej i wyrusza jego tropem. Nie wie jeszcze, że na drodze do poznania prawdy o tym, co mu się przytrafiło, będzie się musiała zmierzyć z indolencją policji i aktywnością przestępców. Na szczęście ma w sobie źródło wewnętrznej siły, z którego będzie mogła czerpać w najtrudniejszych chwilach. I pozna prawdę. Także tę, że niektóre rynsztoki globalnej wioski płyną przez salony powszechnie szanowanych polityków i biznesmenów.

      Opowieść Tove Alsterdal jest surowa i bezpośrednia – jak film dokumentalny. I podobnie angażuje emocje czytelnika – jakby jej bohaterowie byli autentycznymi ludźmi. Lubię takie kryminały tak bardzo, że z łatwością wybaczam autorce nieco przeszarżowane zakończenie i zachęcam wszystkich do lektury. 

       

      Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 grudnia 2014 23:23

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u