Wpisy

  • niedziela, 28 grudnia 2014
    • rynsztoki globalnej wioski

      Znakomita większość ludzi poproszonych o wyobrażenie sobie niewolnika pomyśli o Afrykańczyku uwięzionym na amerykańskiej farmie w czasach poprzedzających wojnę secesyjną, choć istnieją statystyki pozwalające domniemywać, że to teraz, w XXI wieku, liczebność osób wykorzystywanych do pracy niewolniczej jest wyższa niż kiedykolwiek. Handel ludźmi kwitnie, a jego ofiary często same zgłaszają się do nieuczciwych werbowników, przytłoczone biedą, bezrobociem i brakiem perspektyw. Kobiety zwabione obietnicą pracy za granicą bywają przymuszane do prostytucji, a mężczyźni – zamykani w obozach i zmuszani do ciężkiej harówki bez wynagrodzenia.

      Organy ścigania wszystkich państw oraz wiele różnych organizacji zajmuje się walką z tym procederem, jednak jedynym stuprocentowo pewnym sposobem na jego zlikwidowanie wydaje mi się zmiana postaw konsumentów. Jeżeli my, zwykli ludzie, będziemy zwracali uwagę na to, czy nasze zakupowe wybory są etyczne; jeżeli zawsze będziemy żądali informacji o producentach i o warunkach w jakich powstają oferowane przez nich produkty, to wykorzystywanie pracy niewolniczej przestanie się opłacać. Oczywiście, konieczność przemyślenia swojego postępowania dotyczy również mężczyzn korzystających z usług prostytutek...

      okładka książki

      Tylko konsumenci posiadający wiedzę o zagrożeniach płynących z handlu żywym towarem i uwrażliwieni na krzywdę osób wykorzystywanych do pracy niewolniczej mogą zmienić swoje postawy, więc ucieszyłam się, kiedy usłyszałam o powieści Tove Alsterdal "Kobiety na plaży", reklamowanej jako "trzymająca w napięciu historia o ciemnej stronie globalizacji: przemycie uchodźców, nielegalnej imigracji i współczesnym niewolnictwie". Moja radość wzrosła po lekturze, bo okazało się, że ta książka jest – mówiąc najprościej – dobra, co zwiększa szanse na to, że trafi do szerokiego grona odbiorców i poruszy wiele sumień.

      Snuta przez Tove Alsterdal opowieść intryguje już od pierwszej sceny, której sens odkrywamy dopiero po jakimś czasie – nielegalna imigrantka wychodzi z wody na najbardziej wysuniętej na południe hiszpańskiej plaży, znajdującej się zaledwie o 20 kilometrów od wybrzeża Afryki (i w zupełnie innym świecie). W scenie drugiej szwedzka nastolatka budzi się na tej samej plaży i okrywa, że przystojniak, z którym niedawno uprawiała seks, ulotnił się z jej pieniędzmi i paszportem; a jakby tego było mało – znajduje nagie zwłoki czarnoskórego mężczyzny.

      Karta TarotaJako trzecia pojawia się Ally Cornwall, główna bohaterka tej historii, scenografka w jednym z nowojorskich teatrów, zaniepokojona brakiem kontaktu z mężem, zbierającym materiały do artykułu o ludziach czerpiących korzyści z handlu żywym towarem i współczesnych formach niewolnictwa. Patrick Cornwall jest ambitnym i zaangażowanym dziennikarzem, któremu już wcześniej zdarzało się zatracić w pracy, ale tym razem Ally czuje, że jest inaczej i wyrusza jego tropem. Nie wie jeszcze, że na drodze do poznania prawdy o tym, co mu się przytrafiło, będzie się musiała zmierzyć z indolencją policji i aktywnością przestępców. Na szczęście ma w sobie źródło wewnętrznej siły, z którego będzie mogła czerpać w najtrudniejszych chwilach. I pozna prawdę. Także tę, że niektóre rynsztoki globalnej wioski płyną przez salony powszechnie szanowanych polityków i biznesmenów.

      Opowieść Tove Alsterdal jest surowa i bezpośrednia – jak film dokumentalny. I podobnie angażuje emocje czytelnika – jakby jej bohaterowie byli autentycznymi ludźmi. Lubię takie kryminały tak bardzo, że z łatwością wybaczam autorce nieco przeszarżowane zakończenie i zachęcam wszystkich do lektury. 

       

      Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 grudnia 2014 23:23
  • czwartek, 17 lipca 2014
    • między prawdą a rzeczywistością

      Ferdinand von Schirach porzucił praktykę adwokacką dla literatury i chyba swojego wyboru nie żałuje, ponieważ czytelnicy kochają jego książki, a wydawcy z całego świata ustawiają się w kolejkach po prawa do każdej z nich. Począwszy od pierwszej mini antologii "Przestępstwo", zawierającej jedenaście krótkich opowiadań, niemiecki prawnik skłania swoich czytelników do namysłu nad splotami okoliczności i motywami, które sprawiają, że ludzie popełniają czyny zabronione przez prawo. Sądzę, że za credo jego twórczości można uznać słowa: "Przez całe życie tańczymy na cienkim lodzie, pod nim jest zimno i szybko się umiera. Pod niektórymi lód pęka i zaczynają tonąć. Ten moment mnie właśnie ciekawi."

      okładkaW swojej najnowszej powieści, "Tabu", pytanie o to, czym jest wina, wpisał von Schirach w historię życia fotografa, Sebastiana von Eschburga, oskarżonego o morderstwo na podstawie kilku poszlak (telefon z prośbą o pomoc, ślady krwi w wynajętym aucie, podarta sukienka w śmietniku), choć nie tylko nie znaleziono ciała ofiary, ale nawet nie wiadomo, kim ona jest. Lód pod jego stopami zaczął pękać, kiedy – po latach pogoni za pięknem – uświadomił sobie, że nie ma ono nic wspólnego z prawdą. A czy łączy ją coś z filmami sado-maso, kajdankami, pejczami i narzędziami sekcyjnymi, które policja ujawniła podczas przeszukania atelier artysty, dowie się tylko ten, kto przeczyta "Tabu".

      Motto powieści: "Jeśli widma kolorów, zieleni, czerwieni i niebieskiego, połączą się w jednakowej proporcji, wydadzą nam się bielą. (teoria koloru według Helmholtza)" jest powiązane z jej konstrukcją – całość (poza króciutkim wprowadzeniem i jeszcze krótszą notą końcową) została podzielona na cztery rozdziały: "Zielony", "Czerwony", "Niebieski", "Biały", a symbolika barw informuje o ich treści. W pierwszym poznajemy nadzieje bohatera, jego reakcje na zdarzenia losowe oraz przebieg zmagań z różnymi problemami (zielony to kolor nadziei, losowości i... pieniędzy). W drugim dowiadujemy się o morderstwie (czerwony jest kolorem krwi). W trzecim śledzimy rozprawę sądową oraz poznajemy mecenasa Konrada Bieglera – będącego, notabene, idealnym (profesjonalista, zaangażowany, neurotyczny, zabawny) kandydatem na bohatera cyklu powieściowego – (kolor niebieski kojarzy się z policją, prawem i instytucjami rządowymi). W rozdziale ostatnim bohater godzi się wreszcie z realiami (wywiesza białą flagę czy przeżywa wgląd? – sami sprawdźcie), a ja przypomniałam sobie słowa Anthony'ego de Mello: "Chwila zgody na wszystko, co istnieje, jest lepsza niż tysiąc lat pobożności."

      Ferdinand von Schirach nie zrezygnował ze swojego lakonicznego i nieco beznamiętnego stylu, ale tym razem wyposażył głównego bohatera swojej opowieści, Sebastiana von Eschburga, w wiele własnych doświadczeń życiowych: obaj są synestetykami, potomkami zubożałych rodzin szlacheckich, mieszkali w starych domach, doświadczyli zimnego wychowu, uczyli się w szkołach z internatem, byli przez ojców zabierani na polowania, wcześnie zostali półsierotami... Sebastianowi ciąży wspomnienie ojca, który strzelił sobie w głowę ze strzelby myśliwskiej, a von Schirach we wstępie do "Przestępstwa" wspominał wuja – najwyraźniej będącego ważną postacią w jego życiu – który popełnił samobójstwo w taki właśnie sposób. Czy to znaczy, że dla Ferdinanda von Schiracha fabuła i bohater "Tabu" ma jakieś szczególne znaczenie? – Nie wiem.

      Jedno jest pewne, trudno przejść obok tej książki obojętnie. Nic więc dziwnego, że jej czytelnicy dzielą się na dwie frakcje – zagorzałych zwolenników i tych, którzy twierdzą, że od von Schiracha oczekiwali więcej. Moim zdaniem linię podziału wytycza stosunek do... sztuki nowoczesnej. Jeśli przy słowach sztuka nowoczesna wznieśliście oczy do nieba, a na samą myśl o performance dostajecie wysypki, to istnieje pewne ryzyko, że "Tabu" nie przypadnie wam do gustu. Wszystkim pozostałym gwarantuję satysfakcję z lektury. 

       

      Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

       karta Królowa Mieczy

       

      Postscriptum

      Mój Tarot twierdzi, że istotę tej powieści wyraża karta, o której Wojciech Jóźwiak napisał tak: "Karta królowa mieczy została zaprojektowana specjalnie po to, aby w rozkładach kart taroka wskazywać na osoby, które żyją nie tyle w świecie realnym, co w świecie utkanym z pozorów, z wiadomości i plotek na czyjś temat, w świecie nie tyle widzianym i dotykanym, co opowiedzianym."

      Czy mój Tarot ma rację? No ba!

       

       

      Postpostscriptum

      Przekonałam się właśnie, że - mimo upływu lat - wciąż jeszcze można przeczytać mój, powiedzmy, artykuł Sztuka zdejmowana majtek? o pewnym performance...

      Niestety, usunięte zostały niektóre komentarze i dyskusja, która toczyła się pod artykułem, stała się nieczytelna. A pamiętam, że była pełna emocji! :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 lipca 2014 13:38
  • piątek, 04 lipca 2014
    • między teraz a Matrixem

      Czy zastanawiacie się czasem, jakie etapy rozwoju(?) cywilizacji doprowadzą nas do rzeczywistości znanej z Matrixa? Jeśli tak, to powinna was zaciekawić powieść "Gamedec. Granica rzeczywistości" Marcina Przybyłka vel Martina Anna.okładka W wykreowanym przez niego uniwersum ludzie więcej czasu spędzają w światach komputerowych gier fabularnych niż w realium (notabene, ta nazwa podoba mi się dużo bardziej niż pozostający w powszechnym użyciu real) – używając specjalnego łoża oraz aparatury połączonej z mózgiem gracz może brać udział w walkach, wyścigach, polowaniach, orgiach itepe, itede oraz autentycznie odczuwać rozkosz, ból i inne doznania fizyczne, których doświadcza jego awatar.

      Korzystanie z takiej technologii bywa, oczywiście, niebezpieczne – wprowadzane do gier wirusy mogą spowodować uszczerbek na zdrowiu gracza lub nawet jego śmierć, a publiczne ujawnienie udziału osób uprawiających profesje zaufania społecznego w niektórych grach może być dla nich równoznaczne z zakończeniem kariery. Nic więc dziwnego, że ludzie czasem wynajmują dla swoich awatarów gierczanych bodyguardów, detektywów lub pomagierów do wszystkiego, a mówiąc jednym słowem: gamedeców. Jednym z nich (najlepszym?) jest Torkil Aymore z Warsaw City.

      "Gamedec. Granica rzeczywistości" to tuzin opowieści o przygodach Torkila w różnych światach wirtualnych i w realium. Przyciągnęła mnie do nich (poza poleceniem innego czytelnika) myśl, że ten pomysł dał autorowi nieczęstą w powieściach fantastycznych możliwość połączenia hard science fiction z fantasy. Niestety, trochę się zawiodłam – ani Torkil, ani jego pracodawcy nie grywają w fabuły charakterystyczne dla fantasy... Ale i tak bardzo mi się ta antologia spodobała! I trochę się zdziwiłam po wygooglowaniu informacji, że po raz pierwszy wydano ją ponad dekadę temu, a obecnie przygody Torkila Aymore'a zajmują sześć tomów (kolejne książki są już powieściami). Mało tego, okazało się, że Marcin Przybyłek, o którym ja usłyszałam po raz pierwszy, jest dość znany miłośnikom fantastyki... No cóż, teraz i ja zapamiętam to nazwisko (i wam też radzę)!

      Szczególnie polecam "Gamedec. Granicę rzeczywistości" miłośnikom cyberpunku i fantastyki przygodowej, nastawionej raczej na dzianie się, niż na zgłębianie meandrów ludzkiej psychiki. karta tarotaTen aspekt opowieści o (prawdopodobnie) najlepszym gamedecu dostrzegł nawet mój Shadowscapes Tarot, bo wybrał do zilustrowania tej książki kartę Koło Fortuny, która jest kartą zmian i – właśnie – nieustannego dziania się. A ponieważ literatura akcji świetnie sprawdza się w wersji audio, to właśnie w taki sposób zapoznałam się z pierwszym tomem przygód Torkila Aymore'a. Co ciekawe, lektorem wydanego niedawno przez Bibliotekę Akustyczną audiobooka jest sam autor i czyta tę książkę tak, jak lubię najbardziej, tj. bez nadmiernego aktorzenia (gwiazdorzenia?) i innych nieznośnych efektów specjalnych, które czasem (na własny użytek) nazywam 'manierą piosenki aktorskiej' (i nawet lubię – ale tylko i wyłącznie w kontaktach z piosenką aktorską!).

      Aha! Zamiłowanie do gier cRPG nie jest warunkiem koniecznym do czerpania przyjemności z tej lektury, czego jestem najlepszym dowodem, bo grywam co najwyżej w... qwirkle (wstawiam link złośliwie – może ktoś z was pogra... zamiast czytać i pisać recenzje oraz wpędzać mnie w kompleksy ich liczebnością:)). 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      piątek, 04 lipca 2014 22:32

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u