Wpisy

  • niedziela, 31 lipca 2011
    • Granica

      Lubienie tego co zostało nam narzucone przemocą jest zapewne jakimś rodzajem perwersji, więc niniejszym przyznaję, że jestem perwersyjna – wiele z tzw. lektur obowiązkowych, przeczytanych w latach szkolnych, znajduje się na mojej prywatnej liście lektur ulubionych. 

      Jedną z nich jest „Granica” Zofii Nałkowskiej.ilustracja do tekstu

      Do lektur ulubionych czasem wracam (tak! należę do tych okropnych osób, które potrafią przeczytać jedną książkę kilkakrotnie, aczkolwiek niekoniecznie raz za razem) i właśnie ponownie przeczytałam „Granicę”.

      Natychmiast po zamknięciu książki i z niemałym zaskoczeniem skonstatowałam, że mniej niż kiedykolwiek winię Zenona Ziembiewicza za to, co spotkało Justynę Bogutównę.

      Tak samo negatywnie jak zawsze oceniam jego konformizm. Tak samo negatywnie jak zawsze oceniam fakt, że próbował obarczyć Elżbietę odpowiedzialnością za los swojej kochanki. Tylko jego wina wobec Justyny wydaje mi się mniejsza niż zawsze dotąd mi się wydawała.

      Po długim badaniu organoleptycznym na otwartej duszy znalazłam, jak sądzę, przyczynę tej zmiany. Otóż w czasie, który upłynął od poprzedniego przeczytania „Granicy”, zmieniło się moje podejście do ludzkiej odpowiedzialności za swoje życie, swój tzw. los, a co za tym idzie – zmieniłam też zdanie na temat odpowiedzialności człowieka za innych ludzi. To pierwsze wydaje mi się większe, a to drugie mniejsze – jakby zachodziła równość:
      odpowiedzialność_za_siebie + odpowiedzialność_za_innych = constans

      Nadal sądzę, że postępowanie Zenona wobec Bogutówny było karygodne, ale potępiam go nie tyle za to, jak potoczyło się życie Justyny, bo troska o to, należała przede wszystkim do niej, ale za to, że złamał zasady współżycia społecznego, mówiąc kolokwialnie, zeszmacił się. Gdyby wina była wielkością wektorową, to wektor winy Zenona w postępowaniu wobec Justyny miałby zwrot wymierzony w stronę samego Zenona.

      Kiedyś buntowałam się przeciwko teorii Tadeusza Niwińskiego, który – wypowiadając się na temat związków – podkreśla zawsze, że każdy człowiek jest w 100% odpowiedzialny za swój związek, a jego partner w 100% odpowiada za swój związek, teraz zaś jestem gotowa rozszerzać ją na relacje innego rodzaju niż miłość.

      Jak widać na załączonym obrazku, czytając książkę kolejny raz niekoniecznie dowiemy się więcej o niej, ale o sobie – i owszem.

       

      Postscriptum:

      Post ten ma taką formę, jaką ma, ponieważ założyłam, że osoby zainteresowane blogami o książkach przeczytały „Granicę”, toteż wszelkie pretensje o brak wprowadzenia w treść książki i/lub charakterystyk postaci będą ignorowane.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      niedziela, 31 lipca 2011 23:46
  • sobota, 30 lipca 2011
    • Wiatr niesie deszcz

      Pewnego deszczowego dnia (ostatnio to dzień jak co dzień) zrobiłam znajomym kipisz na półkach – owszem, złamałam zasadę „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”, ale nie przesadnie, bo odkładałam wszystko na swoje miejsce – i znalazłam książkę audio pt. „Wiatr niesie deszcz” Erica Malpassa.

      Wybrałam ją wyłącznie ze względu na tytuł, ale natychmiast zostałam uświadomiona przez właścicieli lokalu, że nazwisko Malpass powinno mi być znane, bo przecież wszyscy słyszeli o „Od siódmej rano”.
      No cóż, zawsze mi się wydawało, że jestem wyjątkowa – najwyraźniej słusznie…

      ilustracja do tekstu

      W opisach powieści „Wiatr niesie deszcz” powtarzane jest zazwyczaj zdanie, że poznajemy „historię pięknej kobiety, samotnej matki, widzianą oczami syna”, ale musiał je napisać ktoś, kto przeczytał tylko początkowe rozdziały, a i te niezbyt uważnie. Po pierwsze, Nell, owa samotna matka, jest tylko jedną z bohaterek książki, a po drugie, opowiadającym jest narrator niebędący uczestnikiem opisywanych zdarzeń i potrafiący na nie spojrzeć oczami wszystkich bohaterów (narrator wszystkowiedzący). A warto podkreślić, że jest to narrator niezwykle interesujący - ironiczny, sarkastyczny, a czasem nawet złośliwy i cyniczny, więc jeśli ktoś nie znosi tzw. angielskiego humoru, to nie powinien tej książki czytać (no chyba, że za karę).

      Jeśli natomiast chodzi o bohaterów powieści, to nie przychodzi mi do głowy żaden, którego czytelnik mógłby – bez szkody dla siebie – uznać za swój wzór, ewentualnie idola, i naśladować. Bynajmniej nie dlatego, że wszyscy są czarnymi charakterami  – niektórzy, jak wspomniana wyżej Nell, są aż za dobrzy, a żeby się przekonać dlaczego to nie jest dobry pomysł na życie, wystarczy poznać jej historię, do czego szczerze zachęcam.

      A skoro już padło słowo historia, to wypada wspomnieć o tle historycznym - akcja powieści zaczyna się w czasie trwania I wojny światowej (aczkolwiek retrospekcje sięgają okresu sprzed wojny), natomiast kończy się wiele, wiele lat po II wojnie światowej.

      Główną bohaterką jest Nell, wdowa po żołnierzu, który zginął na froncie I wojny światowej, a pozostałe postacie są jakoś z nią powiązanie – ukochany syn,  teściowie, z którymi mieszka i którymi się opiekuje, przyjaciele męża, kuzynka, szwagierki i ciotki oraz związane z nimi osoby.

      Każda z tych postaci ma inny charakter i odmienny system wartości, a poznanie ich jest dla czytelniczki/czytelnika niezwykle pouczające, bo może sobie zadać pytanie: do kogo najbardziej jestem podobna/podobny i… przerazić się :-)

      Nie odpowiedziałam dotąd na pytanie zasadnicze, o czym jest ta książka, bo naprawdę nie jest na nie łatwo odpowiedzieć. Malpass opowiada o różnych rodzajach miłości (rodzicielskiej, erotycznej, młodzieńczej, dojrzałej, pierwszej, platonicznej itd.) i o różnych rodzajach zdrady, o dumie i o uprzedzeniu (ale nie „ściąga” z Jane Austen), o patriotyzmie i o strachu przed wojną, o różnych rodzajach zaślepienia i o różnych rodzajach świadomości, i tak dalej, i tak dalej…

      A zatem, o czym jest ta książka? O ludziach, którzy muszą żyć w niełatwych czasach. Tyle.

      Czy warto ją przeczytać? Warto, aczkolwiek ma słabsze momenty, ze szczególnym uwzględnieniem zakończenia.

      Skąd się wziął jej tytuł? Z fragmentu wiersza recytowanego przez jednego z bohaterów:

      Sierp księżyca tak nisko, najmilsza, i wiatr niesie tu deszcz
      Jakież dale nas dzielą, najmilsza, i jakież morza łez

       

       

      Postscriptum:

      W real life niech wiatr zaniesie deszcz gdzieś indziej. Ja już mam dość i... wymiękam ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      sobota, 30 lipca 2011 00:36
  • wtorek, 19 lipca 2011
    • Wyjaśnienie towarzyskie

      Założyłam ten blog, żeby ocalić od zapomnienia swoje, a może się zdarzyć, że i cudze, wrażenia "polekturowe".

      Zdarzało mi się już pisać o przeczytanych książkach, więc ostrzegam, że nie należy się po mnie spodziewać ani tradycyjnych recenzji, ani ocen w jakiejkolwiek skali punktowej. Recenzji - z zachowaniem zasad i ceremoniału - najzwyczajniej w świecie nie chce mi się pisać, a oceniać lektur w skalach punktowych nie potrafię i już. Każdej/każdemu chyba zdarzyło się przeczytać - w odruchu niepojętego masochizmu - jakąś potwornie nudną i/lub napisaną nieporadnym stylem/językiem, i/lub niemożliwie denerwującą książkę, w której znalazł(a) fragment skłaniający do ubogacających duchowo przemyśleń... Jak taką książkę ocenić?

      Czego zatem można się po mnie spodziewać? Strumienia myśli, fajerwerków skojarzeń, duchowych wiwisekcji i Świętowit jeden wie, czego jeszcze. Ale krzywdy nikomu nie zrobię... Chyba.

       ilustracja do tekstu

      Postscriptum:

      Podczas zakładania konta pocztowego w serwisie gazeta.pl zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy wybór miejsca był właściwy, bo zapytano o zainteresowania i dano do wyboru takie oto możliwości:

      zainteresowania wg. serwisu gazeta.pl

      przez co stanęłam przed dylematem czy zaznaczyć wszystko, bo przecież wszystko może stać się tematem interesującej książki, czy nie zaznaczać nic...

      Na szczęście w "tutejszym" katalogu blogów znajduje się kategoria "Literatura", ufff.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wyjaśnienie towarzyskie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 lipca 2011 18:30

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u