Wpisy

  • niedziela, 22 lutego 2015
    • Stracić. Znaleźć. Kota...

      Gdybyśmy przestrzegali zasad ustanowionych w starożytnym Egipcie, to Dzień Kota byłby zapewne dniem wolnym od pracy, a może nawet nie skończyłoby się na jednym dniu. Może oddawalibyśmy kotom cześć przez cały tydzień?

      Trochę żałuję, że tak nie jest, bo akurat miniony tydzień wypełniły mi obowiązki zawodowe i np. w Dzień Kota siedziałam w pracy dokładnie 10 godzin i 45 minut (nie ma to jak popołudniowe nasiadówki!), a wczoraj uczestniczyłam w szkoleniu... Doprawdy, znacznie chętniej wzięłabym udział w jakimś festynie ku czci bogini Bastet! ;)

      Jak każdy, kto zapewnia jakiemuś kotu dobre (jak mniemam) warunki bytowe, zgadzam się z przesłaniem zwizualizowanym następująco:

      Dzień Kota... jak każdy inny dzień!

      więc pewnie nic bym już o kocim święcie nie wspominała, gdyby nie pewien przypadek (czyżby?)...

      Otóż wśród kilku książek, które sobie podczytuję równolegle (bo taki już mam zwyczaj – niektórzy twierdzą, że okropny) jest zbiór esejów Jana Gondowicza "Pan tu nie stał", w którym czekał już na mnie "Felinizm" – opowieść m.in. o tym, jak na rozwój talentu malarskiego Balthusa (czyli Balthasara Kłossowskiego de Rola) wpłynął fakt, że w dzieciństwie stracił kota.

      Mały Balthasar stworzył wówczas cykl 40 obrazków o przygodach swojego zaginionego kota, które następnie wydał – zaprzyjaźniony z matką chłopca – Rainer Maria Rilke (tak, ten poeta), poprzedzając je wstępem własnego autorstwa. Jan Gondowicz zawarł w swoim eseju obszerne fragmenty tej przedmowy i tak oto...

      Ananke wskazała na mnie palcem!

      I już muszę wam powiedzieć, że moje wspaniałe kocury – Ryś i Miś – pewnego dnia wyszły z domu i nie wróciły.

      Zaginęły bez śladu.

      Co czuje człowiek, który traci swoje koty? Miłośnicy kotów potrafią to sobie wyobrazić, a pozostali... nie uwierzą.

      Więc nie będę o tym pisać (ale radzę przeczytać słowa Rilkego, które cytuję na końcu tego postu).

      Kiedy ostatecznie straciłam nadzieję na to, że kocury uda się odnaleźć, postanowiłam, że nie chcę żadnych innych kotów...
      ...ale człowiek może sobie postanawiać, a koty swoje wiedzą ;)

      I już wkrótce trafił do mnie istny koci kłębuszek nieszczęścia – zasmarkany, z zaropiałymi oczkami i dziwnie skrzywionym palcem u przedniej łapki. Wet stwierdził, że ma ok. trzech miesięcy, koci katar i źle zrośnięty palec po nieleczonym złamaniu.

      Nic nie wskazywało wówczas na to, że przyjmuję pod swój dach udzielną księżnę... A jednak!

      Niemal odzyskała już swój – tak źle przez kogoś potraktowany – majestat i... powoli przejmuje rządy w domu ;)

      Proszę Państwa, oto Gabi:

      moja kota Gabi

      A oto obiecany fragment tekstu autorstwa Rainera Marii Rilkego, znaleziony w eseju "Felinizm" Jana Gondowicza:

      "Coś znaleźć – to zawsze ciekawe: jeszcze chwilę przedtem tego czegoś nie było. A już znaleźć kota: to niebywałe! Bo ten kot, zgódźmy się, nie całkiem włącza się w wasze życie, jak powiedzmy, jakaś zabawka: w pełni teraz do was należąc, pozostaje trochę na zewnątrz, a więc rachować trzeba:
            życie + kot,
            co daje – zapewniam – sumę przeogromną.

      Coś stracić – to bardzo smutne. Łatwo przypuścić, że się gdzieś nadtłucze, że kiepsko skończy. Ale stracić kota: nie! To niedopuszczalne. Nikt nigdy nie stracił kota. Bo czy można stracić kota, coś żywego, żywą istotę, samo życie? Toż stracić życie – to śmierć!

      A jakże: to śmierć.

      Znaleźć. Stracić. Rozważyliście dobrze, czym jest właściwie strata? To dużo więcej niż proste zaprzeczenie tamtej wspaniałej chwili pełnej nieprzeczuwanych nadziei. Bo między tą chwilą a stratą tkwi zawsze to, co zwie się – zgoda, że niezręcznie – posiadaniem.

      Lecz właśnie dlatego strata, z całym jej okrucieństwem, jest wobec posiadania bezsilna; jeśli wolicie, zamyka je i utwierdza: jest w gruncie rzeczy powtórnym pozyskaniem, tym razem w pełni wewnętrznym i dużo intensywniejszym."

       

      Pozdrawiam Wasze Koty (także te, które żyją już tylko w Waszej pamięci...). Miau!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Stracić. Znaleźć. Kota...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 lutego 2015 18:32
  • sobota, 24 stycznia 2015
    • przestępcza sieć

      Mam bardzo długą listę książek, które chciałabym przeczytać, i krótszą nieco listę pisarzy, których twórczość chciałabym (wreszcie!) poznać. Jednym z takich pisarzy był do niedawna Maxime Chattam (właściwie: Maxime Drouot), autor wielu bestsellerowych thrillerów, opisywany bardzo intrygującym (mnie) zdaniem: "Odświeżył gatunek thrillera, dodając mu artyzmu" (wyszukiwarka Google zwraca obecnie 881 stron zawierających tę frazę).

      okładkaWydany w 2013 roku "Plugawy spisek" to pierwsza część piątego – w dorobku Chattama – cyklu powieściowego, nazywanego Serią Spiskową. Jego akcja toczy się w kilku krajach, wśród których jest (uwaga!) Polska – okazuje się, że kopalnia soli w Wieliczce może być naprawdę oryginalną scenerią dla makabrycznej zbrodni. Wszystko zaczyna się jednak we Francji. Wysłannik wydziału śledczego paryskiej żandarmerii, adiutant Alexis Timée, próbuje przekonać emerytowanego profilera, by pomógł w śledztwie dotyczącym dwóch seryjnych morderców i jednego pedofila, którzy "w ten sam sposób podpisują swoje czyny", co umożliwia... wrzucenie czytelnika w środek trwającego dochodzenia. Profiler odmawia, ale nikt (poza bohaterami książki) nie wątpi, że zmieni zdanie. I faktycznie, kiedy pojawi się kolejny morderca, który na miejscu zbrodni maluje znany śledczym symbol *e – kryminolog Richard Mikelis wkracza do gry. Będzie niebezpieczna, dramatyczna i pełna zaskakujących zwrotów akcji. Przy ostatnim powiedziałam: łał ;)

      Maxime Chattam nie ukrywa fascynacji twórczością Stephena Kinga i powiedziałabym, że widać to w "Plugawym spisku"; zwłaszcza, kiedy jednemu ze swoich bohaterów – wokół którego długo budował akcję i dla którego zjednał sympatię czytelników – robi coś, czego mało kto się spodziewa (np. ja – w ogóle).

      Jeśli natomiast chodzi o artyzm, który tak mnie zaintrygował w opisach twórczości tego pisarza, to dostrzegłam go już w pierwszych zdaniach powieści: "Człowiek to tylko przechodzień. Oto, co zdawała się mówić góra." Niestety, dobre wrażenie zepsuł fakt, że zaledwie cztery (krótkie) akapity dalej znalazłam trawestację tego fragmentu: "Tutaj krajobraz całym sobą przypominał człowiekowi, że zaledwie przechodzi on po skorupie Ziemi." Szczerze mówiąc, dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy to wyraz braku zaufania do czytelników (trzeba im/nam dwa razy powtarzać), czy raczej przejaw samouwielbienia autora dla własnych pomysłów... No dobrze, jeśli chcecie, to przyznam, że się czepiam :)

      karta TarotaZapoznając się z tą opowieścią (słuchałam audiobooka) miałam wrażenia podobne do tych, które towarzyszyły lekturze powieści Charlotte Link (klik). Obiektywnie rzecz biorąc, jest to dobrze skonstruowana historia, oparta na dobrym pomyśle (co będzie, jeśli zwyrodnialcy zaczną współpracować?), opowiedziana w sposób nie budzący istotnych zastrzeżeń i – jak przystało na porządny thriller – niepokojąca. A jednak cały czas czułam, że czegoś mi w niej brakuje. Tylko że jedyny zarzut, jaki potrafię wobec autora wystosować, brzmi tak, że nie włożył w tę powieść serca – jakby można było od kogoś żądać, by wkładał serce w makabryczne dreszczowce...

      No cóż, najwyraźniej nie dla mnie piszą "królowa niemieckiego kryminału" i francuskie "złote dziecko suspensu" (113 wyników w wyszukiwarce). Biedna ja! ;)

       

      Postscriptum
      Dam jeszcze Chattamowi szansę, by mnie zachwycić. Przeczytam jego pierwszą powieść. Kiedyś. Raczej nieprędko... 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „przestępcza sieć”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      sobota, 24 stycznia 2015 11:54
  • czwartek, 15 stycznia 2015
    • Lekarzu, lecz się sam?

      okładkaInformacje o psychologach i psychiatrach korzystających z psychoterapii często wywołują zdumienie, mimo że wszyscy przecież znamy przysłowia i o bosym szewcu, i o belce, której nie widzimy we własnym oku, choć dostrzegamy źdźbła w cudzych oczach. Bohaterka powieści Chevy Stevens "Pod czujnym okiem" rozczaruje wszystkich tych, którzy wierzą, że każdy znawca ludzkiej psychiki potrafi sobie poradzić z problemami własnymi oraz osób najbliższych. Doktor Nadine Lavoie, konsultantka psychiatrii na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego, cierpi na klaustrofobię, a jej dwudziestopięcioletnia córka, Lisa, jest narkomanką – uciekła z domu 7 lat wcześniej i nie utrzymuje z matką żadnych kontaktów.

      Sesje z nową pacjentką, Heather Simeon, która trafiła do szpitala po próbie samobójczej, kierują doktor Lavoie na drogę wiodącą do ujawnienia wypartych wspomnień z czasów wczesnej młodości, kiedy to jej niezrównoważona matka postanowiła zamieszkać z dziećmi w komunie. Spędzili tam osiem miesięcy zanim odnalazł ich ojciec i zabrał z powrotem do domu. Przez lata, które upłynęły od tamtej chwili, komuna ewoluowała w nowoczesne Centrum Kształtowania Duchowego "Rzeka życia", prowadzone przez dawnego guru, Aarona Quinna. Sprawia wrażenie prężnie działającej organizacji, udzielającej wsparcia wszystkim potrzebującym, ale intencje jej dyrektora wzbudzają w Nadine niepokój. Obawy o dobrostan klientów ośrodka wzmacniają powracające wspomnienia oraz rozmowy z Heather, która dopiero niedawno opuściła tę komunę.

      Towarzyszymy bohaterce, będącej jednocześnie narratorką, w swoistym śledztwie dotyczącym przyczyn jej klaustrofobii i powodów ucieczki Lisy, nie spodziewając się nawet, że oba te wątki w pewnej chwili splotą się i doprowadzą do prawdziwej hekatomby. Ostrzegam jednak, że amatorzy literatury akcji, emocjonujący się jedynie scenami pościgów i walk, mogą się poczuć nieco rozczarowani – w tej powieści wprawdzie nie brakuje przemocy, ale dużo ważniejszą rolę odgrywa życie wewnętrzne jej bohaterów.

      Czytelnik szybciej niż protagonistka orientuje się w sytuacji, co bynajmniej nie jest wadą tej opowieści, ale przydaje jej realizmu, pozostając w zgodzie z doświadczeniem życiowym pouczającym, że żaden człowiek nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie. Co zatem przydarzyło się Nadine? Dlaczego Lisa wybrała życie na ulicy? Kim naprawdę jest Aaron Quinn? Mam nadzieję, że zaciekawiłam was wystarczająco, byście chcieli poznać odpowiedzi na te pytania.

      karta 9 Mieczy"Pod czujnym okiem" jest trzecią książką Chevy Stevens, zdobywczyni międzynarodowej nagrody dla twórców thrillerów za najlepszy debiut, powieść wydaną u nas pt. "Jak kamień w wodę". Prawdziwe nazwisko tej kanadyjskiej pisarki – Rene Unischewski – brzmi swojsko, ale nie udało mi się znaleźć informacji o jej polskich korzeniach. Wiem tylko, że jej dziadkowie po mieczu pochodzili z Rosji, a ojciec urodził się w Niemczech. Wszystkie książki Chevy Stevens – w maju 2015 r. w Kanadzie ma się ukazać piąta – są thrillerami psychologicznymi. Jej twórczość chwaliły już takie sławy jak Harlan Coben, Gillian Flynn, Karin Slaughter i Kathy Reichs, więc pozostaje mi tylko przyznać im wszystkim rację. Ona naprawdę wie, jak się pisze dreszczowce! A każdy Polak musi docenić "Pod czujnym okiem" przynajmniej za to, że główną motywacją niemal wszystkich jej bohaterów jest... głód wolności ;) 

       

      Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Lekarzu, lecz się sam?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 stycznia 2015 17:38

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u