Wpisy

  • czwartek, 15 stycznia 2015
    • Lekarzu, lecz się sam?

      okładkaInformacje o psychologach i psychiatrach korzystających z psychoterapii często wywołują zdumienie, mimo że wszyscy przecież znamy przysłowia i o bosym szewcu, i o belce, której nie widzimy we własnym oku, choć dostrzegamy źdźbła w cudzych oczach. Bohaterka powieści Chevy Stevens "Pod czujnym okiem" rozczaruje wszystkich tych, którzy wierzą, że każdy znawca ludzkiej psychiki potrafi sobie poradzić z problemami własnymi oraz osób najbliższych. Doktor Nadine Lavoie, konsultantka psychiatrii na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego, cierpi na klaustrofobię, a jej dwudziestopięcioletnia córka, Lisa, jest narkomanką – uciekła z domu 7 lat wcześniej i nie utrzymuje z matką żadnych kontaktów.

      Sesje z nową pacjentką, Heather Simeon, która trafiła do szpitala po próbie samobójczej, kierują doktor Lavoie na drogę wiodącą do ujawnienia wypartych wspomnień z czasów wczesnej młodości, kiedy to jej niezrównoważona matka postanowiła zamieszkać z dziećmi w komunie. Spędzili tam osiem miesięcy zanim odnalazł ich ojciec i zabrał z powrotem do domu. Przez lata, które upłynęły od tamtej chwili, komuna ewoluowała w nowoczesne Centrum Kształtowania Duchowego "Rzeka życia", prowadzone przez dawnego guru, Aarona Quinna. Sprawia wrażenie prężnie działającej organizacji, udzielającej wsparcia wszystkim potrzebującym, ale intencje jej dyrektora wzbudzają w Nadine niepokój. Obawy o dobrostan klientów ośrodka wzmacniają powracające wspomnienia oraz rozmowy z Heather, która dopiero niedawno opuściła tę komunę.

      Towarzyszymy bohaterce, będącej jednocześnie narratorką, w swoistym śledztwie dotyczącym przyczyn jej klaustrofobii i powodów ucieczki Lisy, nie spodziewając się nawet, że oba te wątki w pewnej chwili splotą się i doprowadzą do prawdziwej hekatomby. Ostrzegam jednak, że amatorzy literatury akcji, emocjonujący się jedynie scenami pościgów i walk, mogą się poczuć nieco rozczarowani – w tej powieści wprawdzie nie brakuje przemocy, ale dużo ważniejszą rolę odgrywa życie wewnętrzne jej bohaterów.

      Czytelnik szybciej niż protagonistka orientuje się w sytuacji, co bynajmniej nie jest wadą tej opowieści, ale przydaje jej realizmu, pozostając w zgodzie z doświadczeniem życiowym pouczającym, że żaden człowiek nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie. Co zatem przydarzyło się Nadine? Dlaczego Lisa wybrała życie na ulicy? Kim naprawdę jest Aaron Quinn? Mam nadzieję, że zaciekawiłam was wystarczająco, byście chcieli poznać odpowiedzi na te pytania.

      karta 9 Mieczy"Pod czujnym okiem" jest trzecią książką Chevy Stevens, zdobywczyni międzynarodowej nagrody dla twórców thrillerów za najlepszy debiut, powieść wydaną u nas pt. "Jak kamień w wodę". Prawdziwe nazwisko tej kanadyjskiej pisarki – Rene Unischewski – brzmi swojsko, ale nie udało mi się znaleźć informacji o jej polskich korzeniach. Wiem tylko, że jej dziadkowie po mieczu pochodzili z Rosji, a ojciec urodził się w Niemczech. Wszystkie książki Chevy Stevens – w maju 2015 r. w Kanadzie ma się ukazać piąta – są thrillerami psychologicznymi. Jej twórczość chwaliły już takie sławy jak Harlan Coben, Gillian Flynn, Karin Slaughter i Kathy Reichs, więc pozostaje mi tylko przyznać im wszystkim rację. Ona naprawdę wie, jak się pisze dreszczowce! A każdy Polak musi docenić "Pod czujnym okiem" przynajmniej za to, że główną motywacją niemal wszystkich jej bohaterów jest... głód wolności ;) 

       

      Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Lekarzu, lecz się sam?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 stycznia 2015 17:38
  • sobota, 03 stycznia 2015
    • 2014 - rok, za którym nie zatęsknię...

      Zbiór moich ubiegłorocznych lektur zawiera 107 elementów, a ich strukturę obrazuje poniższa tabela:

      Książki fabularne Książki niefabularne Komiksy
      przeczytane wysłuchane
      przeczytane wysłuchane
      przeczytane i obejrzane
      44 35 21 5 2

      Dotrzymałam postanowienia dotyczącego częstszego czytania własnych książek – przeczytałam 20 półkowniczek (miało ich być co najmniej 12) – całkowicie natomiast dałam ciała w kwestii spisywania swoich wrażeń polekturowych. Zrecenzowałam 12 książek, co w obliczu planowanych 52 wygląda śmiesznie (albo żałośnie).

      Na rok 2015 miałam zamiar zadeklarować 26 wpisów (co – pomimo wcześniejszych niepowodzeń – wydaje się pozostawać w zasięgu moich możliwości), ale nie spodobało mi się takie spuszczanie z tonu, więc postanowienie o 52 opiniach pozostaje w mocy. Aż do skutku! ;)

      Houston, mamy problem – spośród przeczytanych w ubiegłym roku książek nie jestem w stanie wybrać tej najlepszej! Przeglądałam spis lektur z roku 2014 wte i we wte i przy żadnej pozycji mój wewnętrzny głos nie krzyknął: to ta! Wymienię więc kilka tych, które z jakiegoś powodu najbardziej rezonują z moją wrażliwością, filozofią życiową albo potrzebą bycia zaskakiwaną (kolejność przypadkowa):

      "Zaginiona dziewczyna" Gillian Flynn – bo zawiera najlepsze twisty fabularne ever!

      "Ości" Ignacego Karpowicza – bo to idealny mix komedii i tragedii (no i trochę dlatego, że istnieje duże ryzyko, iż po tegorocznej aferze z udziałem autora już nigdy nie spojrzę na jego twórczość tak, jak dotychczas...).

      "Okrucieństwo" Thomasa Eriksona – bo to kryminał tak głęboki psychologicznie, że chwilami miałam wrażenie, że tonę...

      "419. Wielki przekręt" Willa Fergusona – bo ostatecznie i nieodwołalnie przekonała mnie, że zemstę lepiej pozostawić Sile Wyższej.

      "Fotografia jako sztuka współczesna" Charlotte Cotton – bo uświadomiła mi, jak niewiele dostrzegam na oglądanych zdjęciach (i jeszcze ze względu na link do strony thedailynice.com, na której Jason Evans codziennie publikuje fotografię czegoś, co wprawiło go w dobry nastrój).

      "Do roboty!" Stevena Pressfielda – bo skutecznie podładowała bateryjki mojego Uporu Do Walki Z Oporem (i to nie tylko takim, o jakim opowiada).

       

      Rok 2014 zakończmy... supełkiem:

      kotek

      i niech 2015 pokaże na co dobrego (bo trochę... ekhm... potrzebuję odmiany) go stać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „2014 - rok, za którym nie zatęsknię...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      sobota, 03 stycznia 2015 19:00
  • piątek, 02 stycznia 2015
    • Zacznij i skończ. Do roboty!

      okładkaMoją uwagę do książki Stevena Pressfielda przyciągnęła ilustracja na obwolucie, będąca reprodukcją obrazu Vincenta Van Gogha, a kiedy przeczytałam tytuł: "Do roboty!" – sprawa była przesądzona. Musiałam ją przeczytać!

      I wiele wskazuje na to, że zrobię to jeszcze nie raz ;)

      Pressfield przedstawia w niej wroga każdej działalności twórczej – Opór (konsekwentnie pisany wielką literą, jak imię konkretnego bytu – wiadomo zresztą jakiego:

      "Na polu Ja stoją rycerz i smok.
      Jesteś rycerzem. Opór to smok.")

      Począwszy od identyfikacji przeciwników i sprzymierzeńców, poprzez analizę kolejnych etapów pracy, aż do jej zakończenia, pisarz udziela praktycznych porad, które pomogą każdemu artyście lub innowatorowi pokonać blokady twórcze i doprowadzić swoje przedsięwzięcie do finału. A potem rozpocząć realizację kolejnego projektu.

      karta Sąd OstatecznyMój Schadowscapes Tarot uznał, że ideę tej książki najlepiej oddaje karta zapowiadająca odnowę sił i początek nowego życia oraz obiecująca nagrodę każdemu, kto nie ustanie w swoich dążeniach pomimo wątpliwości – Sąd Ostateczny. I faktycznie, na mnie ta lektura podziałała tak, jakby archanioł odtrąbił mi nad głową wezwanie do powstania z martwych ;)

      Cieszę się, że natrafiłam na tak mobilizującą książkę właśnie teraz, w okresie podejmowania noworocznych postanowień (których, notabene, jestem entuzjastką – nawet jeśli nie wszystkie udaje mi się urzeczywistnić, o czym będzie mowa już wkrótce, we wpisie podsumowującym rok 2014). Uznaję to za potwierdzenie prawa głoszącego, że kiedy uczeń jest gotowy, Mistrz się pojawia :)

      Jeśli ty też masz czasem poczucie, że nie korzystasz w pełni ze swoich twórczych możliwości, to z całego serca polecam ci książkę Pressfielda. Nie jest ona wprawdzie kamieniem filozoficznym, w magiczny sposób przeobrażającym nieszlachetne tworzywo (takie jak np. nasze lenistwo, wątpliwości i zniechęcenie) w wartościowe dzieła, ale naprawdę podnosi motywację do kontynuowania pracy. A jeśli chcemy osiągnąć swoje wyższe cele musimy – w znakomitej większości przypadków – zrobić "tylko" tę jedną rzecz: nie przerwać pracy... Powodzenia! 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Zacznij i skończ. Do roboty!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      piątek, 02 stycznia 2015 19:09

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u