Wpisy

  • niedziela, 03 stycznia 2016
    • rozliczAnki ;)

      W minionym roku projekt zaczytAnia zszedł na nieco dalszy plan mojego życia, ale jeszcze nie opuścił sceny, więc... czas na czytelniczą statystykę! ­– Przekonajmy się, czy miał rację ten ekonomista, Georges Elgozy, który stwierdził, że "Statystyka to matematyczny kamuflaż błędu." ;)

      Zestawienie moich ubiegłorocznych lektur zamykam – tradycyjnie – w tabeli:

      Książki fabularne Książki niefabularne
      przeczytane wysłuchane przeczytane wysłuchane
      30 30 14 11

      i – niniejszym – spuszczam grubą kurtynę milczenia na fakt, że ich suma (85) jest o 20% niższa od ubiegłorocznej (107).

      Bardzo chciałabym powiedzieć, że jakaś książka tak mnie zachwyciła, że zasłużyła na miano Królowej Roku 2015, ale nic z tego. Nic we mnie nie krzyczy "to ona!" podczas przeglądania listy moich ubiegłorocznych lektur, więc zamiast koronowaniem Królowej zajmę się typowaniem... najpiękniejszych Księżniczek ;) Oto one:

      "Niewidzialne potwory" Chuck Palahniuk

      "Najgorszy człowiek na świecie" Małgorzata Halber

      "Obiad w restauracji dla samotnych" Anne Tyler

      "Dom i jego głowa" Ivy Compton-Burnett

      "Znalezione nie kradzione" Stephen King

      O każdej (zaraz po lekturze) napisałam mniej więcej po połowie notatki, zatem istnieje szansa, że te notatki powykańczam i wtedy dowiecie się, co mi się w nich spodobało... ;)

      Dodatkowo polecam Waszej uwadze opowiadanie (miniaturkę?) pt. "Festyn", otwierające zbiór "Wina" Ferdinanda von Schiracha – można je znaleźć np. w promocyjnym fragmencie e-booka (kliknij). Mnie rozłożyło na atomy, a nie tylko na łopatki (aczkolwiek nie za sprawą walorów literackich)...

      Kończąc temat lektur minionych (ależ to brzmi! – fałszywie...) muszę jeszcze wspomnieć o "Małych zielonych ludzikach" Krzysztofa Borunia, powieści, którą przeczytałam ponownie i – choć nadal widzę jej wady – utwierdziłam się w dwóch przekonaniach: po pierwsze, że twórczość Borunia jest niesłusznie niedoceniana i, po drugie, że autor skrzywdził tę książkę tytułem, bo mnóstwo ludzi po nią nie sięga w przekonaniu, że to opowieść o jakichś ufoludkach... A w rzeczywistości traktuje ona o nadużyciach władzy, terroryzmie, zjawiskach parapsychicznych i jeszcze paru kwestiach nieustająco ważnych dla ludzkości.

       

      Jeśli chodzi o moje plany czytelnicze na rok 2016, to pewne są tylko dwie kwestie: że będę czytała i że będę sięgała po różne gatunki literackie. Na pewno przeczytam pozycje już napoczęte i – wiem to już teraz – będę wracała do tych, które widać na załączonym obrazku:

      "Wszystkie lektury nadobowiązkowe" Wisława Szymborska

      "Droga Artysty" Julia Cameron

      "Sztuka życia według stoików" Piotr Stankiewicz

      "Zaufaj życiu" Marcin Fabjański (e-book)

       

      Dalszych planów czytelniczych chwilowo nie tworzę.

       

      Projekt zaczytAnia będzie w toku, dopóki w ciągu roku nie napiszę 52 notatek o przeczytanych książkach, więc to trochę jeszcze potrwa ;)

       

      Moje życzenia na 2016 rok dla nas wszystkich zawiera najlepszy z toastów sylwestrowych:

      Obyśmy nie starzeli się na próżno! :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „rozliczAnki ;)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 stycznia 2016 20:23
  • piątek, 03 lipca 2015
    • atmosfera bez planety

      okładkaPo "Szczygła" Donny Tartt sięgnęłam niesiona falami zachwytu, jakie ta książka wygenerowała w każdej znanej mi społeczności czytelniczej. Czytałam ją z przyjemnością połączoną z lekkim z(a)dziwieniem, że tak bardzo przypomina te opowieści o formowaniu się osobowości człowieka, które dotychczas kojarzyły mi się głównie (jeśli nie wyłącznie) z twórczością Stephena Kinga.

      Poziom mojego zainteresowania tą lekturą nie osłabł ani razu – aż do przeczytania ostatnich słów – a mimo to nie mogę zrozumieć na czym polega fenomen powodzenia tej książki, a zwłaszcza jej, powiedzmy, artystycznego sukcesu, skoro powieściom Kinga (tak podobnym, a czasem nawet - IMHO - bardziej wyrafinowanym) odmawia się walorów artystycznych i prawa do takich prestiżowych nagród jak słynny Pulitzer.

      Czy jedna z najbardziej rozpowszechnionych technik manipulacji psychologicznej, reguła niedostępności (bazująca na zasadzie, że ludzie najbardziej cenią te dobra, które są ograniczone), oddziałuje nawet na kapituły nagród literackich? Czy autor, który pisze jedną książkę na dziesięć lat ma większe szanse na bycie docenionym niż ten, który wydaje jedną, a czasem nawet dwie książki w roku? A może nie dostrzegam (nie doceniam?) jakiejś dodatkowej warstwy w powieści Donny Tartt?

      W moim odbiorze "Szczygieł" jest, po prostu, ciekawą opowieścią o życiu człowieka, któremu od najmłodszych lat przytrafiają się – naprzemiennie – tragedie i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Tragedie obejmują takie wydarzenia jak śmierć najbliższej osoby w zamachu terrorystycznym, a szczęśliwe zbiegi okoliczności – uchodzenie z życiem z sytuacji, w których inne zakończenie było znacznie bardziej prawdopodobne.

      Bohater i narrator powieści, Theo Decker, częściej dokonuje takich wyborów, które etycy zakwalifikowaliby jako złe, choć jego intencje trudno nazwać złymi (także dlatego, że czasem ich nie znamy). Kibicujemy mu, bo doświadczył strasznych rzeczy w dzieciństwie, więc chcielibyśmy, żeby w końcu był szczęśliwy. Ale ile złych wyborów jesteśmy w stanie usprawiedliwić traumą z dzieciństwa?

      Obrazkowa ilustracja postawy głównego bohatera:

      [Źródło obrazka: www.facebook.com/bohater1]

      Jednego z bohaterów "Szczygła" narrator opisuje słowami "Był planetą bez atmosfery", a ja mam ochotę napisać o tej książce, że jest atmosferą bez planety – jest czym pooddychać, ale nie ma się o co oprzeć ;) Nie żałuję, że ją przeczytałam, ale nie wniosła nic nowego do mojej wiedzy o świecie i ludzkiej naturze – nawet pytań.

      Sięgając po "Szczygła" spodziewałam się opowieści o tym, jak obcowanie ze sztuką wpływa na człowieka, jak go zmienia – uszlachetnia. Niestety, pod tym względem powieść Donny Tartt okazała się totalnym rozczarowaniem – odnoszę wrażenie, że ten motyw w większym stężeniu występuje w recenzjach niż w samej powieści. Wszystkich, których to zmartwiło – tak, jak mnie – zachęcam do przeczytania najnowszej powieści Stephena Kinga "Znalezione nie kradzione", której osią są skutki fascynacji literaturą i literatami ;)

      Jeśli natomiast chodzi o "Szczygła", to polecam go wszystkim poszukiwaczom interesującej lektury, którą łatwiej zakwalifikować do kategorii literatura rozrywkowa niż nazwać arcydziełem. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „atmosfera bez planety”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      piątek, 03 lipca 2015 21:45
  • sobota, 30 maja 2015
    • wojna totalna i totalne zaczytanie

      "Sierpniowe salwy" Barbary Tuchman przejdą do historii (mojej osobistej) jako książka, która otworzyła mnie na całkiem nowe spektrum czytelniczych doświadczeń, co stawia ją w jednym szeregu z... cyklem wiedźmińskim Andrzeja Sapkowskiego. Saga o wiedźminie otworzyła przede mną świat fantastyki, a "Sierpniowe salwy" sprawiły, że przestałam omijać półki z książkami historycznymi.

      okładka

      Barbarze Tuchman udało się tak wyraziście i przekonująco przedstawić procesy poprzedzające wybuch I wojny światowej, że czułam się trochę tak, jakbym wsiadła w wehikuł czasu i osobiście śledziła przebieg opisanych przez nią wydarzeń. Przyjęłam jej punkt widzenia tak bezkrytycznie, że aż mnie to zaniepokoiło i zaopatrzyłam się w "Święto wiosny" Modrisa Eksteinsa, aby sprawdzić jak inny autor przedstawia genezę Wielkiej Wojny. A żeby dokładniej prześledzić losy Polaków – walczących na wszystkich frontach i po obu stronach – dorzuciłam do zakupowego koszyka także "Naszą wojnę" Macieja Górnego i Włodzimierza Borodzieja. Mam nadzieję, że już wkrótce znajdę czas na obie te lektury.

      "Sierpniowe salwy" to pozycja nienowa, ale (do)ceniona - w 1963 r. Barbara Tuchman otrzymała za nią nagrodę Pulitzera, a nieco później "The Times" umieścił ją na liście 100 najważniejszych książek non fiction XX wieku.

      Czytałam ją podczas prezydenckiej kampanii wyborczej i mam wrażenie, że przydało jej to dodatkowych smaczków...
      ...Zauważyliście, że poprzednie zdanie nie komunikuje jasno, czy to kampania została 'przyprawiona' lekturą, czy odwrotnie? To dlatego, że reakcja zachodziła w obie strony. Kampania uwrażliwiła mnie na przekaz książki, a lektura książki uświadomiła mi, jak duże znaczenie ma to, kto w danym kraju (lub armii) podejmuje decyzje i czy kieruje się przy ich podejmowaniu przesłankami racjonalnymi, czy raczej osobistymi uprzedzeniami, emocjami, wyobrażeniami itd., itp. Nie dziwię się więc, że podczas tzw. kryzysu kubańskiego, grożącego wybuchem globalnego konfliktu nuklearnego, prezydent USA John F. Kennedy polecił członkom Rady Bezpieczeństwa Narodowego przeczytać tę książkę.

      Może teraz powinni ją przeczytać wszyscy nasi politycy? A może właśnie nie politycy, a społeczeństwo – żeby zobaczyć, jak rządzącym zdarza się manipulować opinią publiczną...?

      Szczerze mówiąc, świadomość, że Wielka Wojna mogła wcale nie wybuchnąć albo zakończyć się już w pierwszych tygodniach – i to zwycięstwem dowolnej ze stron konfliktu – jest (eufemistycznie mówiąc) niepokojąca. Gdyby dyplomaci i wojskowi podejmowali nieco inne decyzje – gdyby któryś z nich od czasu do czasu odrobinę zwątpił we własną nieomylność i posłuchał rad otoczenia – świat mógłby dzisiaj wyglądać zupełnie inaczej; tym bardziej, że wielu historyków uważa drugą wojnę światową za 'dogrywkę' po tej pierwszej...

      "Sierpniowe salwy" zawierają mnóstwo specjalistycznej wiedzy o wszystkim, co wiąże się z wojskowością oraz szczegółowe dane historyczne, na które... niespecjalnie zwracałam uwagę. Dla mnie najważniejsze były odpowiedzi na pytania dlaczego oraz po co i je otrzymałam. Autorka z taką werwą i kunsztem oddała nerwowość rozgrywających się wówczas wydarzeń i generowanych jeden po drugim kryzysów dyplomatycznych, że gdybym nie wiedziała, jak to wszystko się skończy, to chyba zaczęłabym z nerwów obgryzać paznokcie ;)

      Jedyne, do czego mogłabym zgłosić zastrzeżenia, to dziwna konstrukcja niektórych zdań, co zapewne jest wadą występującą jedynie w wydaniu polskim... 

      karta tarota - Księżyc

      Kilka intrygujących przykładów kreatywnego (jak mniemam) przekładu można znaleźć we fragmencie opublikowanym w serwisie Histmag.org.

      Na koniec dodam, że 'zawieszam się' za każdym razem, kiedy spojrzę na okładkę tej książki – nie wiedzieć czemu, widoczny na niej żołnierz bardziej kojarzy mi się z bohaterem fantasy niż z uczestnikiem tzw. nowoczesnej wojny... Z drugiej jednak strony, to zdjęcie jest świetną ilustracją przejścia od wojen toczonych bezpośrednio do tych, w których większą rolę od żołnierzy gra wojenna technologia.

      Podobno wiedza o Wielkiej Wojnie jest warunkiem sine qua non zrozumienia procesów zachodzących współcześnie  jeszcze nie doznałam żadnego większego oświecenia dotyczącego współczesności, ale bardzo na takie liczę ;) 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zaczytania
      Czas publikacji:
      sobota, 30 maja 2015 14:11

Kalendarz

Wrzesień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u