Wpis

wtorek, 17 września 2013

samotność to taka straszna trwoga...

Dreszczowce, jak sama nazwa wskazuje, mają wywoływać w czytelnikach dreszcze emocji, co – wobec postępującej znieczulicy, systematycznie pogłębianej przez docierające do nas zewsząd makabryczne przekazy medialne – stanowi spore wyzwanie dla ich twórców. Nie każdemu udaje się mu sprostać, jednak Johan Theorin udowadnia, że wciąż jeszcze można wywołać ciarki na plecach kogoś takiego jak ja, kto od dzieciństwa obcuje z tego typu literaturą. I wcale nie trzeba w tym celu epatować makabrą i ohydą. okładka książkiWystarczy wymyślić szpital psychiatryczny, zawierający oddział dla niebezpiecznych przestępców, połączony podziemnym przejściem z przedszkolem, do którego uczęszczają dzieci osób hospitalizowanych, regularnie doprowadzane na spotkania z zaburzonymi bliskimi. Już sama myśl o podobnym eksperymencie wywołuje u mnie gęsią skórkę (podejrzewam, że pewną odpowiedzialność za tę reakcję ponosi Maciej Ślesicki i kilka scen z jego filmu "Tato"…)!

Przedszkole Polana i Klinikę Świętej Patrycji, nazywaną Świętym Psycholem (notabene, strasznie mnie ta nazwa razi, ale nie mam pomysłu na lepsze spolszczenie "Sankta Psyko"), oraz ich okolice poznajemy, towarzysząc Janowi Haugerowi, wychowawcy przedszkolnemu, który przeprowadza się do niezbyt interesującego miasteczka Valla tylko po to, by podjąć pracę na zastępstwo w Polanie. Dlaczego tak bardzo tego pragnie? Dlaczego boi się, że jego nowy pracodawca mógłby poznać prawdę o jego przeszłości? Co sprawiło, że jest takim wyalienowanym samotnikiem? I czy coś łączy go z Alice Rami – piosenkarką, która nagrała tylko jedną płytę – czy jest po prostu ześwirowanym fanem z obsesją na punkcie swojej idolki?

Johan Theorin opowiada tę historię niespiesznie, od czasu do czasu zmieniając plany czasowe – tak umiejętnie, że czytelnik bardzo długo nie wie nawet tego, czy jego przewodnik po tej historii jest postacią pozytywną, czy negatywną; a próby doszukania się jakiegoś znanego schematu i odgadnięcia, do czego autor zmierza i jak się to wszystko skończy, wiodą na manowce, potęgując niepokój i uczucie zagubienia. Nic tu nie jest takie, jakie się na początku wydaje. Wszyscy mają jakieś tajemnice. Nowe informacje burzą misterne konstrukcje czytelniczych przypuszczeń, a koniec… Koniec to mistrzostwo świata.

Nie przepadam za zakończeniami otwartymi, ale Theorinowi udało się zbudować konstrukcję, którą – posługując się terminologią logiki – nazwałabym odpowiedzią całkowitą nie wprost. Uciął opowieść w miejscu, po którym wątek kryminalny może się zakończyć tylko w jeden sposób, a wątpliwości dotyczące relacji łączącej pewną parę przestają dręczyć każdego, kto podziela opinię wyrażoną przez Milana Kunderę w "Nieznośnej lekkości bytu" słowami: "Nie konieczność, ale przypadek ma w sobie czar. Jeśli miłość ma być miłością niezapomnianą, od pierwszej chwili muszą się ku niej zlatywać przypadki jak ptaki na ramiona św. Franciszka z Asyżu."

"Święty Psychol" to thriller wyróżniający się precyzją konstrukcji, głębią psychologiczną i subtelnością; trzymający w napięciu nawet wtedy, kiedy właściwie nic się nie dzieje… Mówiąc krótko – taki, jakie tygryski lubią najbardziej. Polecam!

 

Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.

 

Postscriptum

Tytuł postu to - oczywiście - cytat z "Listu do M." Dżemu.






Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
zaczytania
Czas publikacji:
wtorek, 17 września 2013 18:56

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Małgośka napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2013/10/13 20:58:15:

    O, proszę! Jedna z moich ulubionych książek i całkiem podobna opinia. Pobuszuję tu jeszcze trochę, może znajdę coś dla siebie:)

  • zaczytania napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/14 01:01:03:

    Buszuj, zapraszam :)

Dodaj komentarz

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u