Wpis

poniedziałek, 18 czerwca 2012

pora (na) Malin

Wejście Monsa Kallentofta do świata literatury można nazwać wejściem smoka; jego debiutancką powieść nagrodził Związek Pisarzy Szwedzkich, zbiór reportaży kulinarnych – Szwedzka Akademia Kulinarna, a kryminały jego autorstwa od kilku lat okupują listy bestsellerów w wielu rejonach świata. Spośród dziewięciu sygnowanych jego nazwiskiem książek, które ukazały się w Szwecji, na język polski przetłumaczono – jak dotąd – tylko cztery części cyklu kryminalnego z komisarz Malin Fors w roli głównej. Każda z nich ma jakąś porę roku w tytule, więc myśl o tetralogii jest jak najbardziej uzasadniona, ale (primo) w naturze pory roku powtarzają się cyklicznie, a (secundo) Kallentoft napisał już kolejną powieść o Malin Fors (zatytułował ją "Piąta pora roku"), toteż nie wiadomo, w ilu tomach ostatecznie zamknie się opowieść o tej niekonwencjonalnej policjantce.

Jedno jest pewne – postać Malin Fors konstytuuje ten cykl. Kolejne odsłony jej biografii stanowią fundamenty fabuł powieści wchodzących w jego skład, co skutkuje tym, że do czytania wydanej właśnie u nas czwartej jego części, zatytułowanej "Zło budzi się wiosną", można przystąpić bez znajomości szczegółów zbrodni i śledztw opisanych w poprzednich częściach, ale nie bez znajomości pewnych faktów z prywatnego życia Malin. Przypomnę zatem najważniejsze z nich.

W pierwszym tomie serii, zatytułowanym "Ofiara w środku zimy", Malin Fors miała trzydzieści trzy lata, w czwartym ma trzydzieści sześć. W ciągu tych trzech lat, które upłynęły, prowadziła dochodzenia w sprawach najpoważniejszych przestępstw popełnionych w jej rodzinnym miasteczku, Linköpingu; sporadycznie uprawiała seks z dziennikarzem Danielem Högfeldtem; utrzymywała telefoniczny kontakt z rodzicami, którzy zamieszkali na Teneryfie (nigdy nie byli sobie zbytnio bliscy); przeżywała rozterki uczuciowe związane z byłym mężem; zajmowała się swoją nastoletnią córką, Tove (wg. swojej własnej opinii – niedostatecznie); przeżyła straszne chwile, kiedy jej córkę porwał seryjny morderca; wpadła w alkoholizm (wtedy Tove zamieszkała z ojcem) i przeszła zakończoną sukcesem kurację odwykową (ma za sobą pięćset czterdzieści dwa dni abstynencji).

okładka książkiTom "Zło budzi się wiosną" rozpoczyna się, podobnie jak poprzednie, scenami, którymi autor zarzuca przynętę na naszą czytelniczą uwagę (moja łapie się na jego haczyk za każdym razem), ale już po chwili trafiamy w sam środek uroczystości pogrzebowej. "Podchodząc do trumny, w której leży matka, Malin Fors czuje wibrację pod stopami. Słyszy stłumiony huk, ale ani drgania, ani odgłos nie powodują drżenia szyb w kaplicy Zmartwychwstania" (s. 18). Podejrzewa, że to robotnicy drogowi wysadzają skały, ale my, czytelnicy, wiemy, że właśnie wybuchła bomba – zdetonowana w pobliżu banku w samym centrum miasta – i że zginęły dwie sześcioletnie dziewczynki, bliźniaczki. Niedługo potem obowiązki służbowe – jak zwykle w przypadku Malin – wygrywają ze wszelkimi innymi jej zobowiązaniami, zwłaszcza rodzinnymi, i pani komisarz rozpoczyna śledztwo.

Przedstawiając przebieg tego dochodzenia, Mons Kallentoft znacznie więcej uwagi, niż w swoich wcześniejszych powieściach, poświęcił procedurom policyjnym i działaniom zespołu śledczego oraz krytyce społecznej, tak charakterystycznej dla skandynawskich kryminałów. Tym razem jednak nie ograniczył się do obnażania nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemów wychowawczego i opiekuńczego, co można by – niestety – zaliczyć do tematyki ponadczasowej, ale zajął się najbardziej aktualnymi problemami, takimi jak kryzys ekonomiczny i terroryzm.

Przeniesienie zainteresowania z problemów pojedynczego człowieka na problemy całego społeczeństwa wymagało zmiany perspektywy, ale odkładając tę książkę uświadamiamy sobie, że – mimo wszystko – Kallentoft po raz kolejny zafundował nam lekcję na temat: "Ze wszystkich tych dzieci, których nikt nie widzi, które są osamotnione, którymi nie interesują się ich ojcowie i matki, które są opuszczone przez świat, zawsze któreś nie wytrzyma, postrada zmysły, a świat, który je opuścił, poniesie tego konsekwencje" ("Ofiara w środku zimy", s. 406).

Tym razem wspomniane wyżej konsekwencje są wyjątkowo spektakularne, a proces odkrywania winowajców obfituje w niespodzianki i kilka ciekawych tropów, takich jak np. klub motocyklowy Dickheads (notabene, zabójcza nazwa!), którego założyciel był na miejscu wybuchu tuż przed eksplozją bomby, czy tajemniczy Front Wyzwolenia Ekonomicznego, który przyznał się do zorganizowania tego zamachu.

Podobnie jak w poprzednich powieściach autor oddaje głos bohaterom swojej opowieści, ale tym razem narrację przejmują nie tylko zmarli, ale i żywi – przestępcy i ich ofiary oraz Malin Fors, która wygłasza w myślach monologi do swojej zmarłej matki. A jeśli dotąd trwaliście w przekonaniu, że żywych bohaterów powieści Kallentofta od zmarłych oddziela dźwiękoszczelna bariera, to… zdziwicie się.

Tylko warstwa językowa na pewno nie zaskoczy nikogo, kto czytał wcześniejsze książki tego autora – mnie każda z nich przypomina zapis relacji kogoś, w rodzaju komentatora sportowego obdarzonego zacięciem erudycyjnym, kto na bieżąco śledzi przebieg wydarzeń oraz myśli ich uczestników. A ponieważ styl pisarski Kallentofta stanowi – przynajmniej w moich oczach – jedną z głównych zalet jego książek, to bardzo dziwią mnie opinie osób, dla których jest on przeszkodą nie do przeskoczenia i przyczyną odrzucenia jego twórczości. Przypominam sobie wówczas stwierdzenie André Mauroisa: "Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają" i przyjmuję do wiadomości, że komuś może nie odpowiadać narracja prowadzona w czasie teraźniejszym i język, który trudno nazwać inaczej niż poetyckim. Ja najbardziej lubię Kallentofta za to JAK pisze, ale szczerze wątpię, że doceniłabym jego styl, gdyby to, o czym pisze nie było zajmujące. Na szczęście – jest.

Baza recenzji Syndykatu ZwB



Swoje wrażenia polekturowe spisałam dla serwisu Zbrodnia w Bibliotece.








Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
zaczytania
Czas publikacji:
poniedziałek, 18 czerwca 2012 18:41

Trackback

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Kanał informacyjny




MOTTO:


Nie, nie zażywam narkotyków,
zażywam książki.







Książki to świat, który człowiek sobie wybiera,
a nie na który przychodzi.




AUTORKA:


Dorota Anna Rusek

Dorota A. Rusek

zaczytAnia(ykw)gazeta.pl




O blogu...




SPISY LEKTUR:





skocz do spisu


Przeczytane w roku:

skocz do spisu

skocz do spisu

skocz do spisu


skocz do spisu


skocz do spisu





stat4u